Informacje

autor: Pixabay
autor: Pixabay

Jak dopaść odpady?

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 3 maja 2019, 09:40

  • 0
  • Powiększ tekst

Jesienią polskie samorządy ogłoszą i rozstrzygną przetargi na prowadzenie gospodarki odpadami, która – dzięki rosnącym normom unijnym, staje się coraz bardziej zyskownym przedsięwzięciem. Do podziału w Polsce jest rynek, który szacuje się dziś na ponad 7 miliardów złotych, a stały przyrost jego wartości rok do roku wynosi 12 procent. W tej branży nie ma kryzysów, a tak gigantyczne środki do podziału sprawiają, że mamy już pierwsze odsłony prawdziwej wojny o wizerunek firm trudniących się odbiorem i przetwarzaniem odpadów.

Nowelizacja ustawy o odpadach weszła w życie 5 września 2018r., a w ciągu 12 miesięcy uzupełnią ją zapisy dotyczący bezpieczeństwa przeciwpożarowego na wysypiskach i składowiskach odpadów. Nowelizacja wprowadza szereg nowych obowiązków, takich jak chociażby konieczność objęcia miejsc składowania odpadów całodobowym monitoringiem. Określono maksymalną masą odpadów jak może być magazynowana w jednym miejscu, skrócono także – z trzech lat do roku – okres na jaki odpady mogą być magazynowe. Jednocześnie wprowadzono zakaz importu odpadów do Polski. Co najciekawsze i najważniejsze jednak z punktu widzenia rynku – ustawa ściśle powiązała wydawanie zezwoleń dla kolejnych firm zajmujących się zbieraniem i przetwarzaniem odpadów z gospodarką przestrzenną danej gminy.

Z punktu widzenia spółek zajmujących się gospodarką odpadową najbardziej atrakcyjnymi rynkami są duże aglomeracje. Widać to wyraźnie na przykładzie danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2017 rok, który wyliczył, że w Polsce średnio na głowę mieszkańca jest produkowanych 312 kilogramów odpadów, ale jedynie 222 kg przypadają na mieszkańca wsi i aż 371 na mieszkańca miasta. Najwięcej odpadów na głowę produkują średnio mieszkańcy województwa dolnośląskiego – 374 kg rocznie.

Wartość „śmieciowego” rynku samej stolicy województwa dolnośląskiego – Wrocławia będzie określona w jesiennych przetargach na ok. 250 milionów złotych. Do walki o te pieniądze staną spółki, które będą w stanie zabezpieczyć regularny odbiór odpadów od mieszkańców, a także doprowadzić do osiągnięcia narzuconego od 2020 roku poziomu 50 procent odpadów poddawanych recyklingowi. Sprostanie tym wymogom będzie bardzo trudne, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że dziś poziom ten w Polsce wynosi ledwo 20 procent. Wzrost wymogów pociągnie oczywiście za sobą konieczność podwyżki kosztów obsługi gospodarki odpadami, co z kolei sprawi, że rynek stanie się jeszcze bardziej atrakcyjny dla funkcjonujących na nim firm.

Wojna o śmieci

Wzrost atrakcyjności rynku niestety ma też swoje ciemniejsze oblicze. To właśnie Wrocław stał się areną pierwszej brutalnej odsłony walki o pozycję przed jesiennymi przetargami. Konkretnie trwa próba wyeliminowania z rynku jednego z największych graczy, międzynarodowego koncernu ALBA, który prowadzi działalność we Wrocławiu pod marką WPO ALBA SA.

Jako spółka doświadczyliśmy w ostatnim czasie bezprecedensowego ataku medialnego na nasz wizerunek, składającego się z pomówień, którego początek wiązał się z pożarem nielegalnego składowiska odpadów znajdującego się w pobliżu naszej siedziby – mówi Krzysztof Gruszczyński, prezes ALBA Polska sp. z o.o. – Ponieważ sami byliśmy bezpośrednio zagrożeni przez pożar, zdecydowaliśmy się udzielić strażakom wszelkiej pomocy, w tym sprzętu aby poradzić sobie z tym problemem. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że fakt pomocy przy likwidacji pożaru, a także wielkokrotne starania naszej Spółki o zapobieżenie istnieniu takich nielegalnych wysypisk zostały wykorzystane przeciwko nam w przekazach medialnych.

Spółce ALBA zarzucono niewłaściwie gospodarowanie odpadami, brak segregacji i obarczono ją odpowiedzialnością za pożar, mimo iż miał on miejsce poza terenem dzierżawionym przez Spółkę. Jednocześnie poczynania pracowników ALBY zostały poddane iście szpiegowskiemu nadzorowi z wykorzystaniem dronów, nadajników GPS (które miały śledzić trasy śmieciarek), a nawet… pracowników agencji detektywistycznych, którzy starali się dowieść jakichś niezgodnych z prawem działań.

Tymczasem, jak podkreślał w rozesłanym do mediów oświadczeniu prezes Gruszczyński, tylko w 2018 roku w spółce przez 87 dni trwały kontrole, które nie wykazały jakichkolwiek uchybień ani nadużyć w gospodarce odpadami. Ponieważ jednak zaangażowane po stronie konkurencji ALBY media pozostawały głuche na jakiekolwiek żądania publikacji sprostowań, sprawa trafiła do sądu.

Czekając na przetarg

Działania te były inspirowane przez jednego z naszych konkurentów. Będziemy bronić swojego dobrego imienia na drodze prawnej,. Jestem pewien naszych racji i jestem spokojny o werdykt, dziwię się natomiast, że gra rynkowa może przybrać aż tak drastyczne formy i że można do niej używać metod opartych na łatwych do obalenia kłamstwach i pomówieniach – dodaje prezes Gruszczyński.

Warto śledzić dalszy bieg wypadków na „wojnie” o wrocławski rynek odpadów i sprawdzać, czy do podobnych zdarzeń nie zacznie dochodzić także w innych dużych miastach w Polsce, w miarę zbliżania się rozstrzygnięć przetargowych.

Powiązane tematy

Komentarze