Informacje

Białoruską gospodarkę czekają trudne czasy, z których nie ma jak się wydaje, łatwego wyjścia / autor: Fratria / JK
Białoruską gospodarkę czekają trudne czasy, z których nie ma jak się wydaje, łatwego wyjścia / autor: Fratria / JK

TYLKO U NAS

GAZETA BANKOWA: Godzina próby dla Łukaszenki

Gazeta Bankowa

Gazeta Bankowa

Najstarszy magazyn ekonomiczny w Polsce.

  • Opublikowano: 29 lutego 2020, 13:45

  • 1
  • Powiększ tekst

W roku wyborczym, białoruską gospodarkę czekają wyzwania, z których nie ma jak się wydaje, łatwego wyjścia. Wszystko dlatego, że Moskwa w zbliżających się wyborach upatruje okazji na zmianę rządzącej w Mińsku ekipy i uruchamia rozmaite sposoby ekonomicznej presji: od szantażu energetycznego i finansowego po „wojny mleczne” - pisze Marek Budzisz w „Gazecie Bankowej”

Zachowanie Władimira Putina w trakcie niedawnych rozmów rosyjsko–białoruskich w Soczi urasta do miana symbolicznego, zapowiadającego nie tylko nowe relacje między obydwoma państwami, ale również los jaki czeka opierającego się przed „pogłębioną integracją” mniejszego partnera Rosji. Otóż miał on zaproponować w trakcie wspólnego śniadania Aleksandrowi Łukaszence kaszkę na wodzie pytając przy tym, czy lubi tego rodzaju dietę. A kiedy białoruski lider żachnął się słysząc taką propozycję, Putin nie tylko zaczął zachwalać smak potrawy, ale również doradził, że „warto się przyzwyczajać”. Gest ten odczytany został jako zapowiedź „chudych lat”, które czekają białoruską gospodarkę po tym jak w wyniku rosyjskiego manewru podatkowego w eksporcie ropy naftowej „białoruski emirat” nie będzie mógł dalej funkcjonować. W przeszłości tamtejsze rafinerie kupowały bowiem taniej, bo w ramach Unii Euroazjatyckiej była ona zwolniona z cła, rosyjską ropę naftową, a następnie, po jej przeróbce, eksportowały artykuły ropopochodne.

Bez ropy nie ma życia

Porozumienie między Białorusią a Rosją osiągnięte w Soczi zakłada ułożenie wzajemnych relacji, na nowych, znacznie bardziej zbliżonych do rynkowych, realiach. Po pierwsze kupowany przez Mińsk rosyjski gaz ziemny kosztował będzie 127 dolarów za 1000 m³, co jest ceną niższą od pierwotnych oczekiwań Moskwy, bo jeszcze w grudniu Łukaszenka mówił w wywiadzie dla stacji radiowej Echo Moskwy, iż Gazprom proponuje cenę 152 dolary, ale sporo więcej od tego co chciała płacić Białoruś, czyli tyle ile nadgraniczna rosyjska gubernia smoleńska gdzie koszt gazu kształtuje się na poziomie 90 dolarów za 1000 m³. Jednak nie gaz w relacjach między obydwoma krajami jest najistotniejszy i tu Rosjanom, zwłaszcza w obliczu ciepłej zimy i spadającego eksportu na Zachód, było łatwiej ustąpić. Najistotniejsza, również dla przyszłości białoruskiej gospodarki i tego co się określa mianem stworzonego przez Łukaszenkę systemu bezpieczeństwa socjalnego przypominającego nieco relacje panujące w ZSRR, jest cena rosyjskiej ropy naftowej. (…)

O tym do jakiego stopnia wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy naftowej, ale również wyższa jej cena, zdewastować może białoruską gospodarkę świadczą wyniki handlu zagranicznego. W 2018 roku Mińsk zakupił rosyjską ropę naftową o wartości 6,8 mld dolarów a sprzedał poza granice kraju produkty jej przetworzenia o wartości 12,8 mld dolarów, i to wszystko w kraju którego PKB niewiele przekracza 60 mld dolarów. Eksport artykułów ropopochodnych stanowi około 25 proc. całego białoruskiego handlu zagranicznego i jest to kluczowe źródło dochodów tamtejszego budżetu. Przy czym trzeba pamiętać, że w zgodzie z zawartymi wcześniej porozumieniami Federacja Rosyjska dostarczała Białorusi ok. 24 mln ton ropy rocznie, w sytuacji kiedy moce przerobowe tamtejszych rafinerii wynoszą ok. 18 mln ton. Te dodatkowe 6 mln ton Białoruś, za zgodą Rosji reeksportowała zatrzymując przy tym „premię” w związku z faktem, że będąc członkiem rosyjskiej Unii Euroazjatyckiej nie opłacała ceł. W przeszłości Rosja zgodziła się na taki manewr w ramach rekompensaty za wzrost cen rosyjskiego gazu ziemnego i jako rozwiązanie „przejściowe”, bo w zgodzie z pierwotnymi ustaleniami w 2024 roku Unia Euroazjatycka miała mieć jeden rynek gazu gdzie ceny miały być na zbliżonym poziomie. Porozumienie z Soczi w tej części oznacza pozbawienie Mińska tej premii szacowanej jeszcze w grudniu ubiegłego roku przez rosyjski dziennik ekonomiczny „RBC” na około 1,5 mld dolarów.

Zresztą już w ubiegłym roku ten mechanizm zaczął szwankować. Z dwóch powodów. Po pierwsze w maju w ropociągu Przyjaźń pojawiła się silnie zanieczyszczona związkami chloru ropa naftowa i na pewien czas trzeba było wstrzymać dostawy. Nota bene rokowania między Moskwa a Mińskiem w sprawie odszkodowań za straty z tego tytułu jeszcze trwają. Drugim, znacznie istotniejszym czynnikiem zmian, był rozpoczęty manewr podatkowy w rosyjskim sektorze wydobycia ropy naftowej.

Blokady eksportowe

Skutki tych zmian Białoruś wyraźnie odczuła w zeszłorocznych wynikach eksportu. Kraj ma zresztą niekorzystny bilans handlowy, na co wielokrotnie w trakcie niedawnych negocjacji integracyjnych uskarżał się prezydent Łukaszenka argumentujący, że dowodzi to istnienia blokad administracyjnych uniemożliwiających wejście białoruskich producentów na rosyjski rynek. I tak w 2019 roku deficyt w białoruskim handlu zagranicznym osiągnął poziom 6,4 mld dolarów, przekraczając w ten sposób 10 proc. krajowego PKB. Główna pozycja tamtejszego eksportu – sprzedaż produktów mineralnych, a do tej grupy zaliczają się artykuły przetwórstwa ropy naftowej miała wartość 7 mld dolarów. Dla porównania rok wcześniej, było to 8,7 mld (25,8 proc. całego eksportu). Eksport artykułów chemicznych, który też silnie związany jest z cenami nośników energii wyniósł w 2019 roku 6,36 mld dolarów (19,3 proc. w całkowitym bilansie eksportu), rok wcześniej osiągnął on wartość 6,45 mld dolarów. Tylko w tych dwóch głównych grupach białoruskiego eksportu wzrost cen rosyjskich nośników energii oznaczać może znaczne pogorszenie konkurencyjności i w efekcie, jak szacują białoruscy eksperci jego 20 proc. spadek (o 3 mld dolarów).

Pozostałe główne białoruskie branże eksportowe – przemysł maszynowy oraz mleczarstwo są w podobnym stopniu uzależnione od rynku rosyjskiego, bo tam niemal w całości plasowany jest eksport. Są one potencjalnie narażone na działania rosyjskich regulatorów ograniczających dostęp dla białoruskiej produkcji. Okresowo wybuchające „wojny mleczne” między Moskwą a Mińskiem pokazują, że Rosjanie dość dobrze opanowali mechanizm otwierania i zamykania swego rynku.

Jednoczesne użycie przez Moskwę obydwu tych mechanizmów, pierwszego związanego z cenami surowców energetycznych i drugiego zakładającego ograniczenie dostępu białoruskich artykułów konsumpcyjnych na rosyjski rynek wywołać musi z jednej strony dalsze pogorszenie się bilansu handlowego, a przez to silną presję na przecenę tamtejszej waluty, a drugiej zaś doprowadzi, jak się uważa gospodarkę Białorusi do recesji. Już w styczniu, jak szacuje Jarosław Romańczuk, białoruski niezależny ekonomista, znalazła się ona, w związku ze wstrzymaniem dostaw rosyjskiej ropy naftowej w recesji, której skala nie jest jeszcze znana, ale może nawet w perspektywie kilkunastu miesięcy doprowadzić do redukcji białoruskiego PKB z obecnych około 62 mld dolarów, do poziomu 50 mld, czyli o niemal 20 proc.

Po roku 2014 gospodarka Białorusi silnie związana z rosyjską, podobnie jak ta ostatnia, już raz znalazła się w recesji. W 2015 i 16 roku białoruski PKB spadł łącznie o 6,3 proc.. Kolejne dwa lata zmniejszyły jej skutki, bo łączny wzrost wyniósł 5,5 proc., jednak od początku 2019 roku, znów dało się zauważyć objawy spowolnienia.

Dane Biełstatu, za styczeń–sierpień wskazują na 1,1 proc. wzrost białoruskiego PKB, choć z punktu widzenia władz najbardziej niepokojące są zjawiska związane ze spowolnieniem w przemyśle przetwórczym (spadek o 1,1 proc. w II kwartale) oraz transporcie (odpowiednio spadek o 4,3 proc.). Prognoza Banku Światowego dla białoruskiej gospodarki formułowane w połowie ubiegłego roku wskazywały, że należy spodziewać się wzrostu na poziomie 1,5 proc. Podobne tempo wzrostu prognozowała analizująca białoruską gospodarkę rosyjska grupa RIM, zdaniem jej ekspertów w 2019 roku wzrost tamtejszego PKB wynieść miał 1,4 proc.. Jednak wszystkie te szacunki, w związku już opublikowanymi wstępnymi danymi handlu zagranicznego przyjdzie korygować w dół.

Na to nakładają się problemy Białorusi z zadłużeniem zagranicznym. Rosja i tutaj zaostrzyła swą politykę w ramach „przymuszania” Mińska do integracji. Z obiecanych jeszcze na początku ubiegłego roku pożyczek nic nie wyszło, co w efekcie zmusiło Łukaszenkę do zaciągnięcia kredytu w wysokości 600 mln dolarów w chińskich instytucjach finansowych. Już po rozmowach w Soczi władze w Mińsku zwróciły się do Rosji o zmianę formuły spłaty zobowiązań zaciągniętych z tytułu budowanej elektrowni atomowej w Ostrowcu. Termin jej uruchomienia, pierwotnie planowany na 2018 rok, był w przeszłości kilkakrotnie przesuwany i nadal nie została ona, z winy rosyjskich wykonawców, jak uważa strona białoruska, oddana do eksploatacji. Ale termin spłaty kredytu zbliża się. Umowa przewiduje bowiem, że zaciągnięty na budowę elektrowni kredyt w wysokości 10 mld dolarów zacznie być spłacany w 30 transzach co pół roku, ale początek spłat będzie miał miejsce nie później niźli 1 kwietnia 2021 roku. To termin póki co jeszcze dość odległy, ale perspektywa spłat utrudnia Białorusi dziś prowadzone rozmowy w sprawie rolowania spłaty rat międzynarodowych kredytów, których terminy przypadają w tym roku.

Gazowa dywersja

Innymi słowy, w roku wyborczym, białoruską gospodarkę czekają trudne czasy, z których nie ma jak się wydaje, łatwego wyjścia. Nie jest nim wprowadzony od 1 lutego specjalny „podatek” ekologiczny w wysokości 6 proc. od tranzytu rosyjskiej ropy naftowej, ani informacje o uzgodnionych ze Stanami Zjednoczonymi (ponoć 2,5 mln ton) zakupach ropy naftowej, której zresztą nie będzie można łatwo dostarczyć. Zmniejszenie poziomu życia, tym bardziej dolegliwe, że stabilność miejscowej waluty również wydaje się zagrożona, wydaje się nieuchronne. Trudno dziś wyrokować jak to wpłynie na zachowanie Białorusinów, zresztą Łukaszenka jak się wydaje przygotował się do możliwego zaostrzenia sytuacji wewnętrznej zmieniając pod koniec roku szefa swej administracji, którym został kierujący do tej pory miejscowym KGB generał Ihar Sierhiajenka. (…)

Wydaje się, że Moskwa w zbliżających się wyborach upatruje okazji być może na zmianę, a z pewnością osłabienie, rządzącej w Mińsku ekipy. Jest w stanie poprzeć nawet kandydata opozycji, byleby tylko doprowadzić do osiągnięcia tego celu. Zresztą w ubiegłym roku Dmitrij Kozak doprowadził w Mołdawii do wyniesienia demokratycznej i prozachodniej kandydatury Maji Sandu do pozycji premiera tylko po to aby obalić rząd antyrosyjskiej Partii Demokratycznej, a wcześniej Moskwa dość gładko przełknęła podobne zmiany, w wyniku aksamitnej rewolucji, w Armenii. Uzgodnienia z Soczi przybliżają Moskwę do tego celu. Może dlatego Łukaszenka wyjechał z Rosji do tego stopnia rozgniewany, że nie spotkał się nawet z czekającymi nań dziennikarzami.

Marek Budzisz

Autor jest biznesmenem, publicystą, znawcą Rosji

Pełny tekst o rozgrywce gospodarczej na Białorusi oraz więcej informacji i komentarzy o światowej i polskiej gospodarce i sektorze finansowym znajdziesz w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” - do kupienia w kioskach i salonach prasowych

„Gazeta Bankowa” dostępna jest także jako e-wydanie, także na iOS i Android – szczegóły na http://www.gb.pl/e-wydanie-gb.html

Powiązane tematy

Komentarze