Opinie

autor: Pixabay
autor: Pixabay

TYLKO U NAS

Siedmioletnia perspektywa

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • Opublikowano: 31 grudnia 2020, 21:45

  • 4
  • Powiększ tekst

Może w nowym roku należy stworzyć naszą własną polską maszynę – wehikuł życzeń i planować od teraz z siedmioletnią perspektywą? - wskazuje Jerzy Bielewicz w felietonie na łamach „Gazety Bankowej”

Miało być jak w dreszczowcu Alfreda Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko rośnie… Tymczasem w Brukseli się dogadali, skonkludowali i napięcie prysło jak bańka mydlana: pyk…! Nie, to nie będzie kronikarski zapis wydarzenia, które zdarza się raz na siedem lat i powinno być traktowane w należny sposób – jako esencja polityki europejskiej i w Unii Europejskiej. Mam też nadzieję, że nasi politycy na pamięć już znają owe konkluzje od „a” aż po „k dotyczące praworządności, funduszy europejskich, ale również i te o zielonym ładzie od „l” do „z”. Bo dopiero wszystkie razem dają rzeczywisty obraz.

Jako widza teatru politycznego fascynował mnie mechanizm jaki doprowadził do 10 grudnia i tego szczytu Rady Europejskiej, który „za pięć dwunasta” przyjął budżet „cudownie” wyciszając długotrwałe spory. Czyżby to nie był jeszcze czas na finalną rozgrywkę? Dlaczego? Niemcy i Unia mają przecież tyle innych rzeczy na głowie: bo umowa handlowa z GB, COVID-19, bo Rosja, bo Nord Stream, bo terroryzm i niepokoje społeczne. Wyobraźmy sobie UE bez budżetu, bez „brexitowego” porozumienia z Wielką Brytanią i z kanclerz Niemiec, która zapowiedziała w 2020 roku, że złoży rezygnację w 2021. Nie, wcale nie chcę powiedzieć, że tym razem nam się „upiekło”. Przeciwnie, może należało iść na maksa, a nie jak miękiszon Kosiniak-Kamysz, który kiedyś wystraszył się prezydentury…

Otóż, co mogliśmy przeoczyć, gdy nas grillowano przez ostatnie pięć lat? To według mnie jedno z kluczowych pytań na dziś. Niezwykle ważne, choćby z tego względu, że teraz po wymianie na fotelu prezydenta w USA, grill zamienią w ruszt – i to obrotowy. Prezydent Duda powiedział ostatnio: że nasze stosunki z USA od 30 lat niezmiennie dobre. Stwierdzenie o tyle kurtuazyjne, co nieprawdziwe. Bo jak pojmować reset z Rosją i rezygnację 17 września 2009 r. z tarczy antyrakietowej za prezydentury Obamy. Co za tym umknie naszej uwadze, kiedy będą nas przypiekać z każdej strony?

Fascynuje mnie, może nie tyle mechanizm, a niemiecka maszyna polityczna, która doprowadzona do doskonałości, pracowała nieustannie przez siedem lat między jednym a drugim szczytem w sprawie budżetu. Przy czym z niemiecką precyzją dodawano kolejne podzespoły kierujące, oliwiono, podwyższano standardy, by miała się popsuć na ostatnim odcinku specjalno-budżetowym, niczym ruski czołg w trakcie defilady. Nie, to chyba jednak niemożliwe… A może standardy zielonego ładu są zbyt wyśrubowane? I silnik zgasł? Albo też reduktor zanieczyszczeń przekłamywał. Ale nie, przecież powinniśmy wierzyć w to cudo techniki, bo sami robimy podzespoły… I nie można piłować gałęzi na której siedzi…

Przejdę jednak do sedna. Chciałbym może, by prezydent Andrzej Duda otworzył nowy siedmioletni rozdział w stosunkach polsko-niemieckich. Na początek mógłby na przykład zaproponować pomoc w zwalczaniu COVID-19 w Saksonii. W końcu graniczymy z tym landem i pracuje tam wielu naszych rodaków. Albo połączmy fizycznie Baltic Pipe z Nord Streamem 2 - gaz będzie się mieszać zmniejszając tym samym ciśnienie między Waszyngtonem a Berlinem. Głupio?! Może w polityce właśnie tak trzeba: z kamienną twarzą wygadywać niestworzone rzeczy, jak pani kanclerz, gdy protestuje wobec ingerencji USA w wewnętrzne sprawy Unii. (A co z codzienną ingerencją w nasze polskie sprawy?).

A tak już zupełnie poważnie z życzeniami w Nowy Rok: może należy stworzyć naszą własną polską maszynę – wehikuł życzeń i planować od teraz z siedmioletnią perspektywą. Mam też zaczyn od siebie. Kogo chcielibyśmy widzieć na fotelu kanclerza Niemiec za siedem lat? A kogo jako gospodarza Kremla? Jaka będzie wtedy koalicja u władzy za Odrą. Przecież, jak niosą słuchy, Pekin chciał Bidena, a Moskwa Trumpa, to i nam chyba można. W końcu mamy potężnych sojuszników i nie myślę li tylko o Węgrzech…

Raz jeszcze życzę zdrowia i humoru w Nowym Roku!

Więcej informacji i komentarzy o światowej i polskiej gospodarce i sektorze finansowym znajdziesz w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” - do kupienia w kioskach i salonach prasowych

„Gazeta Bankowa” dostępna jest także jako e-wydanie, także na iOS i Android

Szczegóły, jak zamówić e-wydanie „Gazety Bankowej”, KLIKNIJ TUTAJ

Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria
Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria

Powiązane tematy

Komentarze