Opinie

Największym inwestorem netto na świecie nie są USA ani Chiny, a... Japonia. I to tam Polska powinna szukać kapitału. Na zdjęciu: pociąg szybkiej kolei Shinkanzen na dworcu w Tokio / autor: Fratria / AS
Największym inwestorem netto na świecie nie są USA ani Chiny, a... Japonia. I to tam Polska powinna szukać kapitału. Na zdjęciu: pociąg szybkiej kolei Shinkanzen na dworcu w Tokio / autor: Fratria / AS

TYLKO U NAS

Azjatycki wektor

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • Opublikowano: 4 maja 2021, 15:30

    Aktualizacja: 4 maja 2021, 15:46

  • 5
  • Powiększ tekst

Jeszcze kilka lat temu postrzegaliśmy otaczający nas świat z perspektywy żaby pływającej w sadzawce. Czy dziś stać nas już na spojrzenie z lotu ptaka na trendy w globalnej gospodarce i w konsekwencji decyzje, które mogą nam przynieść dobrobyt oraz stabilizację w długim okresie? Po pierwsze musimy wyciągnąć konsekwencje z faktu, że to Azja jest dziś gospodarczym centrum świata – pisze Jerzy Bielewicz na łamach „Gazety Bankowej”

Polskę postrzegano na dalekich peryferiach globalnej gospodarki jeszcze ledwie pięć lat temu. Ta sytuacja zmieniła się w sposób spektakularny wraz z dojściem do władzy Zjednoczonej Prawicy i wdrożeniem planów inwestycyjnych, które warunkują dynamiczny rozwój naszego kraju i regionu Europy Środkowej (Trójmorza). Kluczową rolę odegrały w tym procesie zmiany geopolityczne: przesunięcie wschodniej granicy Unii Europejskiej i Paktu Północnoatlantyckiego o 400 do 600 km na wschód, co z kolei zwielokrotniło zainteresowanie naszym regionem takich potęg gospodarczych jak Japonia, Korea Południowa i Chiny. W naturalny sposób te nowe perspektywy rozwoju jak i możliwości zewnętrznej ekspansji zdwoiły w nas zainteresowanie Dalekim Wschodem, a poetyckie określeni: Kraj Kwitnącej Wiśni czy Państwo Środka przybierają na naszych oczach realny kształt potężnych źródeł kapitału i inwestycji…

Taka kooperacja może okazać się tym bardziej wydajna, im lepiej zrozumiemy przeszłość, a przede wszystkim bieżące uwarunkowania naszych nowych partnerów w biznesie. Przy czym, w tym momencie historii podstawowe pytanie brzmi: „Co Polska może zaproponować przybyszom z Dalekiego Wschodu?”, bowiem ich przewagi i siłę przetargową należy uznać za niepodważalne jako wyraz szacunku z naszej strony ułatwiający dalsze wzajemne relacje. Przykładowo, warunkiem sine qua non wzrostu znaczenia Polski nieodzownym dla rozwoju wzajemnej współpracy z krajami azjatyckimi jest – w mojej ocenie – powstanie Centralnego Portu Komunikacyjnego z Międzynarodowym Lotniskiem (również cargo!) skomunikowanym połączeniami kolejowymi i drogowymi z portami morskim na północy i portami lądowymi na naszej wschodniej granicy. Na liście warunków koniecznych są także: zapewnienie dostępu do usług komunikacyjnych (internet i telekomunikacja), finansowych (systemy płatności), logistycznych (magazyny) i transportowych na najwyższym poziomie oraz sprostanie wyzwaniom energetycznym (np. energetyka nuklearna i realizacja projektu Baltic Pipe) tak, by Polska mogła być postrzegana jako miejsce bezpieczne dla inwestorów i długoterminowych inwestycji o wymiarze strategicznych.

Świat gospodarki postawiony na głowie

Jeszcze 50 lat temu Stany Zjednoczone i Europa dominowały wspólnie gospodarkę globalną i międzynarodową wymianę handlową. Zmiany jakie zaszły od tej pory najlepiej zobrazować z perspektywy USA wskazując na bezprecedensowy w historii wzrost rangi wymiany handlowej z Chińską Republiką Ludową. W 1970 roku głównym i dominującym partnerem handlowym USA w Azji Wschodniej pozostawała Japonia, Chiny zaś plasowały daleko za Koreą Południową, Hongkongiem i Tajwanem. Jeszcze w 2000 roku Japonia znajdowała się na pierwszym miejscu z wymianie handlowej z USA, a punktem zwrotnym okazał się 11 września 2001 – atak terrorystyczny na World Trade Center w Nowym Jorku. Wtedy też USA zdwoiły swój wysiłek wojenny (Afganistan, Irak, wojna z terroryzmem), a produkcja uzbrojenia zaczęła wypierać inne gałęzie przemysłu cywilnego. Ten przenosił się w poszukiwaniu taniej siły roboczej głównie do ChRL. Niezwykle tanie towary z ChRL „wracały” do USA, by po narzuceniu wysokich marż sprzedawać je na rynku wewnętrznym generując nadzwyczajne zyski, a także przychody podatkowe skarbu państwa niezbędne by podtrzymać wysiłek i wydatki na wojny w Afganistanie i Iraku. Ten stan rzeczy trwał nieprzerwanie do 2009 roku, czyli do momentu, gdy USA i Europę nawiedził kryzys finansowy. W 2009 roku Chiny były już największym partnerem handlowym USA w Azji pozostawiając daleko za sobą Japonię, bowiem import z Państwa Środka do USA przewyższał w 2009 roku import z Kraju Kwitnącej Wiśni aż trzykrotnie (!!!), przy czym za około 40 proc. eksportu towarów z Chin (pod względem wartości) odpowiadały – uwaga – korporacje z udziałem kapitału amerykańskiego. Co więcej, jeśli posłużyć się przykładem amerykańskiej firmy Apple, wytwórcy telefonów komórkowych, tabletów i, która produkuje na rynki światowe przede wszystkim w Chinach, to niezwykle wysoki wkład do tych produktów mają podwykonawcy z Korei, Tajwanu i Japonii, którzy dostarczają komponentów w postaci półprzewodników…

Jak świadczą przytoczone wyżej fakty, suche dane o wymianie handlowej, nie oddają w pełni obrazu wzajemnych relacji, zależności i mechanizmów gospodarczych, to jednak warto wskazać, że według urzędu statystycznego (United States Census) w 2020 roku import z Chin wyniósł 435 miliardów dolarów podczas eksport z USA do Chin jedynie 125 miliardów dolarów, kreując astronomiczny deficyt w wymianie między obu krajami wysokości 310 miliardów dolarów. Przy czym warto pamiętać po pierwsze, że ów deficyt znacznie spadł w ciągu ostatnich dwóch lat – z poziomu 419 miliardów dolarów (spór handlowy) w 2018 roku i odpowiada wielkością deficytowi z 2011 roku (nieco poniżej 300 miliardów dolarów). Po drugie, za deficyt we wzajemnej wymianie handlowej między USA a Chinami, odpowiadają w dużej mierze korporacje amerykańskie, takie jak właśnie Apple czy producent obuwia sportowego – Nike, które w swym modelu biznesowym z założenia zdecydowały o produkcji w Chinach towarów na potrzeby rynku w USA.

Kapitał i łańcuchy dostaw

Podstawowym pytaniem dla kraju jak Polska pozostaje, gdzie szukać kapitału, który zainwestowany będzie wypracowywał wzrost w naszej gospodarki. Odpowiedź może zaskakiwać. Największym inwestorem netto na świecie nie są USA ani Chiny, a… Japonia. Ten kraj, który boryka się z zapaścią demograficzną, uczynił z inwestycji zagranicznych swój sposób na życie i na podtrzymanie dobrobytu pomimo znikomego wzrostu PKB w ciągu ostatnich kilkunastu lat. I tak pozycje inwestycyjne netto Japonii, Chin, Korei Południowej wynoszą odpowiednio 3,67 (67 proc. PKB) biliona dolarów, 2,15 (15 proc. PKB) i 0,55 (31 proc. PKB) biliona dolarów na koniec 2019 roku. Jedynym krajem, który górował nad Japonią, jeśli chodzi wskaźnik Inwestycji Netto do PKB pozostają… Niemcy (77 proc. PKB), które jednak w wartościach bezwzględnych plasują się na drugim miejscu po Japonii z wynikiem 2,87 biliona dolarów. Te liczby jasno wskazują, gdzie szukać kapitału; przy czym znakomita pozycja Niemiec w tym zestawieniu wynika przede wszystkim z faktu, że nasz zachodni sąsiad generuje olbrzymie nadwyżki w handlu wewnątrz Unii Europejskiej, a także pozostaje głównym beneficjentem strefy euro. Paradoksalnie, Niemcy systematycznie awansowały o wiele miejsc na pozycję jednego z najważniejszych inwestorów na świecie dopiero po kryzysie finansowym w roku 2009. Przy czym należy podkreślać, że Polska jako jedno z najważniejszych kooperantów Niemiec generuje z nimi znaczną nadwyżkę w handlu zarówno towarami jak i świadczeniem usług (transport). Niemcy były też głównym motorem podpisania porozumienia inwestycyjnego między UE a ChRL z końcem zeszłego roku, które może okazać się korzystne dla Polski.

Gdzie kryje się tajemnica cudu gospodarczego w Chinach, na przestrzeni ostatnich 20 lat? Nie jest to tania siła robocza, czy outsourcing produkcji. Moim zdaniem o jego przyszłości stanowić będzie w coraz większym stopniu rynek wewnętrzny liczący sobie 1,4 miliarda potencjalnych konsumentów. Z tego też względu ryzyko inwestycji w Państwie Środka zdaje się być niezwykle niskie właśnie ze względu na potężny rynek wewnętrzny jak i jego dynamiczny rozwój. Znowu możemy się oprzeć na konkretnym przykładzie potentata w e-handlu, chińskiej firmie Alibaba, która zawdzięcza swój rozkwit inwestycjom amerykańskiemu bankowi inwestycyjnemu Goldman Sachs i japońskiego holdingowi Softbank. Podobnie Tencent, chiński konglomerat wysokich technologii, który w 2004 roku znalazł inwestora w Republice Południowej Afryki, medialną firmę Naspers kontrolującą jak dotąd blisko 30 proc. jego akcji. Zagrożenie tkwi zatem nie w odpływie kapitału, czy załamaniu eksportu, a raczej w systemie prawnym ChRL, który nie gwarantuje w sposób wystarczający praw własności zagranicznych inwestorów. Pomimo to żadna z wielkich międzynarodowych korporacji – również te amerykańskie – nie wezmą nawet pod uwagę opcji wycofania się z Chin właśnie ze względu na potencjał tamtejszego rynku wewnętrznego. A jednak postępuje regionalizacja łańcuchów wartości i dostaw o czym świadczą niezbicie między innymi dane wskazujące na zmniejszający się udział zarówno USA jak i Europy w handlu z Azją.

Choć w wartościach bezwzględnych wymiana handlowa Azji z resztą świata podwoiła się w latach od 2001 do 2009 roku, to udziały Europy i USA spadły odpowiednio z 14,4 i 18,5 proc. do 13 i 11,2 proc. Ten trend zamykania się gospodarczego największego kontynentu postępuje, przy czym wzrost gospodarczy w Azji i Chinach systematycznie przewyższa ten w USA oraz Europie, a kryzys finansowy 2009 roku i pandemia COVID–19 mogą jeszcze pogłębić te różnice na niekorzyść .

Miejsce Polski w światowym łańcuchu wartości

Polska jak dotąd pozostaje beneficjentem zmian na mapie geopolitycznej świata ze względu na swe centralne położenie na Nizinie Środkowoeuropejskiej między Wschodem a Zachodem. Przez naszą wschodnią granicę przechodzi 80 proc. towarów z Chin do Europy drogą lądową, a niedawna awaria kontenerowca w Kanale Sueskim oraz jej konsekwencje jeszcze zwiększają wagę alternatywnego transportu lądowego. W najbliższych latach wymiana handlowa na lądowym Nowym Jedwabnym Szlaku najprawdopodobniej potroi się z kilkunastu składów pociągów do blisko 60 dziennie w obie strony za sprawą między innymi wielomiliardowych inwestycji w port przeładunkowy w Małaszewiczach. Jednak dopiero skomunikowanie CPK, portów morskich i lądowych kanałów transportowych na osi Północ – Południe w pełnowartościową sieć transportową i logistyczną pozwoli na czerpanie pełną garścią zysków, wtedy bowiem mamy szansę wypromować swoje własne marki przemysłowe, korzystając z globalnych łańcuchów dostaw. W pewnym uproszczeniu, polski samochód elektryczny może stać się hitem eksportowym, jeśli oprzemy go np. na włoskim projekcie karoserii, silniku, oprzyrządowaniu i częściach zamiennych z Chin oraz oprogramowaniu autonomicznego kierowcy na sztucznej inteligencji z amerykańskiego Google…

Polska gospodarka znalazła się dziś w przełomowym momencie dziejowym, jeśli uchronimy stabilność wewnętrzną i ciągłość polityczną tak, by zrealizować nakreślony w 2015 roku plan inwestycyjny. Natężenie działań agentury wpływu i grup lobbystycznych z Niemiec i Rosji, przybrały niespotykany dotąd poziom, większy nawet niż w czasie dyslokacji US Army na naszym terytorium. Niech polityk, sędzia czy przedsiębiorca nie ważą się twierdzić, że nie wiedzą, o co tak naprawdę idzie gra. Bo osią sporu dziś tak naprawdę jest to czy zrealizowany zostanie projekt Baltic Pipe czy też wspólne przedsięwzięcie Niemiec i Rosji – gazociąg Nord Stream 2. Czy ruch pasażerski i cargo w tym regionie Europy kierowany będzie przez CPK czy też może lotnisko w Berlinie? Czy Polska stanie się hubem handlowym i logistycznym oraz centrum przemysłowym czy może pozostanie nadal krajem tranzytowym na szlaku Wschód – Zachód? Oczywiście, ostateczny wynik zależy od bieżących decyzji politycznych. Pierwsza z nich to podjęcie uchwały w naszym parlamencie o zgodzie na jednorazowe zwiększenie zasobów własnych UE. By sparafrazować stanowisko jednego z polityków Zjednoczonej Prawicy, który powtórzył niemal wiernie słowa Romana Giertycha sprzed lat: „Ten biznes Polsce się bardzo opłaca”, gdyż nasze państwo będzie trzecim po Włoszech i Francji beneficjentem Funduszu Odbudowy Europy po pandemii, a same dotacje bezzwrotne przewyższają maksymalną wysokością gwarancje spłaty zadłużenia UE przypadające na nasz kraj w stosunku 24 do 14. Przy czym, Niemcy gwarantują prawie 8–krotnie większy kapitał (ponad 100 miliardów euro) Funduszu Odbudowy w razie kłopotów finansowych Włoch, Hiszpanii czy Grecji.

Polska może obronić swój styl życia tradycję i religię, jedynie siłą własnej gospodarki korzystając między innymi z Funduszu Odbudowy i realizując nakreślony w 2015 roku plan inwestycyjny. I żadne piękne oraz wzniosłe słówka i zaklęcia nie przykryją tej prostej prawdy.

Jerzy Bielewicz

Więcej informacji i komentarzy ze świata finansów i gospodarki czytaj w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” (nr 05/2021), dostępnym także jako e-wydanie, także na iOS i Android

Szczegóły, jak zamówić e-wydanie „Gazety Bankowej”, kliknij tutaj

Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria
Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze