Opinie

Historia zna przykłady, gdy wielkie mocarstwa upadały przez słabość obywateli do używek / autor: Pixabay
Historia zna przykłady, gdy wielkie mocarstwa upadały przez słabość obywateli do używek / autor: Pixabay

TYLKO U NAS

Narkobiznes w streamingu 3.0

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • Opublikowano: 3 października 2020, 12:30

  • 0
  • Powiększ tekst

Historia zna przykłady, gdy wielkie mocarstwa upadały przez słabość obywateli (poddanych) do używek – pisze w „Gazecie Bankowej” Jerzy Bielewicz

Nie jestem fanem telewizji. Nie mniej jednak w czasach pandemii, jako jeden z wielu, postanowiłem zasmakować w rozrywce na życzenie. W końcu jako analityk i finansista wiem, że firmy jak Netflix i HBO oraz inne platformy streamingowe, zyskały od inwestorów najwięcej uznania i pieniędzy na giełdach nawet spośród konkurentów z innych sektorów hi-tech. Degustacja tego co mi zaproponowano skończyła się potężnym absmakiem. A „spróbowałem próbować” wielu „potraw”. Nie to żebym nie wiedział zawczasu, że „Hollywood, media i entertainment” pozostają przechylone skrajnie na lewo. Tego się spodziewałem. Nie zaszokowała nawet rozwiązłość i wielowektorowość seksualna bohaterów seriali i filmów. Ktoś powie: takie czasy! Przeszedłem do porządku nad mową nienawiści do Republikanów i Trumpa (PiS-owców i Kaczyńskiego) w kącikach dokumentalnych.

Prawdziwy wstrząs wywołał u mnie nieskrywany, ba, wręcz nachalny marketing narkobiznesu skierowany do nastolatków i młodych dorosłych. Wysyp superbohaterów, którzy nabierają mocy po „łyknięciu tajemniczych tabletek”. Fajny kumpel (kumpelka) ćpun akceptowany przez otoczenie, który doradzi filozoficznie jak iść przez życie. Jeśli „imprezka” to tylko „na haju”. W szkole i na uczelni „bez wspomagania” też ani rusz… Co za wyrafinowana segmentacja, tak jakby narkobiznes posiadał strategię marketingową i lokował wybrane produkty prosto do podświadomości młodych i naiwnych, więc jakże łatwych do zmanipulowania konsumentów… Przy czym żadna z takich produkcji nie ostrzega o „placemencie” do umysłów dzieci i młodzieży zabójczych w działaniu trucizn.

Oczywiście, zrodziła się i w moim umyśle teoria spiskowa. Nie, nie chodzi o to, że marketing narkobiznesu musi być bardzo dochodowy, a jego producenci biorą furę pieniędzy za brudną robotę, którą wykonują. Tego jestem akurat pewien.

Moja teoria spiskowa brzmi: może to całe LGBT to tylko ściema dla odwrócenia uwagi, a chodzi o CEFA, czyli Crack, Ecstasy, Fentanyl i Amphetamine, bo tam jest prawdziwa kasa?

Inna teoria spiskowa podpowiada mi: może narkobiznes lobbuje w USA przeciw reelekcji Trumpa, a za Joe Bidenem, którego woli widzieć na fotelu prezydenta. Wiem, wiem to niecna insynuacja. Czy jednak to nie Demokraci są „progresywni” w wielu dziedzinach, również np. jeśli chodzi o legalizację miękkich narkotyków? Poszedłem tym tropem, a „wujek Google” podpowiedział mi artykuł z portalu CNBC („The most liberal and conservative tech companies, ranked by employees’ political donations”), który wskazuje, że 98 proc. dotacji pieniężnych dokonanych przez pracowników Netflix wsparło kandydatów z Partii Demokratycznej na urząd prezydenta USA. To najwyższy wynik pośród wszystkich firm hi-tech w USA! Przykładowo, w Google „tylko” 88 proc. darowizn politycznych idzie na konto Demokratów…

Historia zna przykłady, gdy wielkie mocarstwa upadały przez słabość obywateli (poddanych) do używek. Chyba najbardziej znanym i spektakularnym przypadkiem pozostają wojny opiumowe, prowadzone przez Anglię i Francję przeciw Cesarstwu Chińskiemu w XVIII wieku. Chiny przegrały te wojny, utraciły Hongkong, zostały zmuszone do otwarcie swoich portów i legalizacji handlu opium. W świecie nam współczesnym Chiny Ludowe zobowiązały się w umowie handlowej z USA do ścigania produkcji fentanylu (i mu podobnych) na swoim terytorium oraz przeciwdziałania handlowi w internecie i wysyłkom tego syntetycznego narkotyku do USA. Czy jednak USA wygra swoją wojnę przeciw narkotykom (ang.: War on drugs)? Czy USA nie przegrywa tej wojny, bo wszak hasło „War on drugs” nie jest nowe? Czy nie jest tak, że dopóki firmy streamingowe kreują popyt na narkotyki bez kary i legalnie, to tak nierównej walki w ogóle nie da się wygrać? I czy przypadkiem Amerykanie głosując za ochroną klimatu nie dostaną w prezencie więcej CEFA: Crack, Ecstasy, Fentanyl, Amphetamine?! Byłby to prawdziwy chichot historii, biorąc pod uwagę uwarunkowania i dzisiejszą rywalizację Waszyngtonu z Pekinem.

Jerzy Bielewicz

Więcej informacji i komentarzy o światowej i polskiej gospodarce i sektorze finansowym znajdziesz w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” - do kupienia w kioskach i salonach prasowych

„Gazeta Bankowa” dostępna jest także jako e-wydanie, także na iOS i Android

Szczegóły, jak zamówić e-wydanie „Gazety Bankowej”, kliknij tutaj

Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria
Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria

Powiązane tematy

Komentarze