Analizy
Maklerzy na parkiecie giełdy NYSE w Nowym Jorku, 15 kwietnia 2026 / autor: PAP/EPA/SARAH YENESEL
Maklerzy na parkiecie giełdy NYSE w Nowym Jorku, 15 kwietnia 2026 / autor: PAP/EPA/SARAH YENESEL

S&P 500 na nowym szczycie. To nie był zwykły rajd

Daniel Kostecki

Daniel Kostecki

główny analityk rynkowy w polskim oddziale CMC Markets

  • Opublikowano: 16 kwietnia 2026, 11:46

  • Powiększ tekst

S&P 500 zamknął sesję 15 kwietnia 2026 r. na nowym historycznym maksimum, kończąc dzień w rejonie 7023 pkt. Sam fakt wybicia na nowy szczyt jest ważny, ale jeszcze ciekawsze jest to, w jaki sposób rynek tam dotarł.

W zaledwie 11 sesji indeks zyskał 10,7 proc., a to w danych od 1957 r. plasuje obecny ruch w ścisłej czołówce takich zrywów. Co więcej, nominalnie był to największy 11 sesyjny przyrost punktowy w całej próbie, bo indeks urósł o 679 pkt.

Indeks S&P500 / autor: materiały prasowe CMC Markets
Indeks S&P500 / autor: materiały prasowe CMC Markets

To nie wyglądało jednak jak chaotyczny skok napędzany jedną wiadomością. W tym 11 sesyjnym oknie aż 10 z 11 sesji było wzrostowych, a największe cofnięcie w trakcie całego ruchu wyniosło zaledwie 0,11 proc. Innymi słowy, rynek nie tylko rósł szybko, ale robił to w sposób wyjątkowo uporządkowany. Taki układ zwykle pojawia się wtedy, gdy kilka potencjalnych źródeł popytu działa jednocześnie.

Gdy znika premia za ryzyko…

Pierwszym paliwem mogła być poprawa nastrojów wokół geopolityki. Gdy rynek zaczął wyceniać większą szansę na deeskalację konfliktu z Iranem, spadła premia za ryzyko, a kapitał wrócił do akcji. To było szczególnie ważne po wcześniejszym skoku cen ropy i wzroście nerwowości. Dla zwykłego inwestora można to uprościć tak, że Wall Street przestała grać scenariusz szybkiego pogorszenia sytuacji i zaczęła wracać do scenariusza miękkiego lądowania gospodarki i stabilnych zysków spółek.

Mechaniczny popyt wraca

Drugim elementem był prawdopodobnie mechaniczny popyt związany z pozycjonowaniem. Goldman Sachs zwracał uwagę, że duża część odbicia była napędzana domykaniem krótkich pozycji przez fundusze, szczególnie w ETF-ach i kontraktach indeksowych. To klasyczny short squeeze, czyli sytuacja, w której gracze nastawieni na spadki muszą odkupić rynek, bo ruch idzie przeciwko nim. Według publicznie cytowanych not Goldmana amerykańskie ETF-y zanotowały największy dzień domykania krótkich pozycji od sierpnia 2020 r., a modele CTA zaczęły szybko przełączać się z wcześniejszej pozycji defensywnej w stronę zakupów.

Rajd głównego indeksu Wall Street / autor: materiały prasowe CMC Markets
Rajd głównego indeksu Wall Street / autor: materiały prasowe CMC Markets

W jednej z publicznych wycen Goldman wskazywał, że przy utrzymaniu rynku w pobliżu ówczesnych poziomów CTA mogły kupić około 34 mld USD ekspozycji na S&P 500 w ciągu tygodnia. W szerszym ujęciu dla amerykańskich akcji pojawiały się też szacunki rzędu około 45 mld USD tygodniowego popytu w scenariuszu płaskiego rynku. To ważne, bo taki popyt nie wynika z emocji, tylko z modeli, które po wybiciu poziomów technicznych same przełączają się z krótkiej pozycji na długą.

Fundament też pomógł

Trzecim wsparciem były prawdopodobnie fundamenty. Ten rajd nie wydarzył się w próżni, bo rynek dostał też argument ze strony zysków spółek. FactSet pokazywał na początku kwietnia, że łączne szacunki EPS dla spółek z S&P 500 na pierwszy kwartał wzrosły od końca 2025 r., a pozytywnych wskazań zarządów było więcej niż negatywnych. Do tego doszły dobre wyniki największych banków, które pomogły potwierdzić, że amerykańska gospodarka nadal wygląda solidnie. To istotne, bo short squeeze może wynieść indeks wysoko, ale nowy szczyt utrzyma się tylko wtedy, gdy za ruchem stoi też poprawa obrazu zysków.

Co może być dalej?

Dlatego obecny ruch można czytać jako potencjalną mieszankę trzech sił. Najpierw zadziałało odbicie po spadku premii za ryzyko. Potem do gry weszło agresywne domykanie krótkich pozycji. Na końcu rynek dostał fundament, który pozwolił dowieźć ten ruch do nowego ATH, zamiast zatrzymać się kilka procent pod szczytem. To odróżnia obecny epizod od wielu historycznych rajdów z bessy, które były gwałtowne, ale kończyły się dużo niżej niż wcześniejsze maksima.

Właśnie dlatego przy interpretacji statystyk warto odsiać klasyczne odbicia w bessie. W całej historii od 1957 r. było tylko kilka podobnie silnych 11 sesyjnych ruchów, które kończyły się wybiciem na 52 tygodniowy szczyt, a nie tylko dynamicznym odreagowaniem po wcześniejszej przecenie. W tej węższej grupie, obejmującej zaledwie trzy przypadki sprzed obecnego epizodu, po 30 sesjach od początku rajdu S&P 500 był wyżej za każdym razem, średnio o 9 proc. Po 60 sesjach średni zysk rósł do niemal 13 proc., a po 90 sesjach do około 17 proc. To mała próba, więc nie daje twardej obietnicy dalszych wzrostów, ale może wskazywać na to, że rajd kończący się nowym szczytem częściej bywa początkiem kolejnej nogi hossy niż tylko krótkim squeeze’em.

Daniel Kostecki, główny analityk rynkowy w polskim oddziale CMC Markets

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych