Informacje
Sekretarz stanu Marco Rubio: "USA nie będą dłużej finansować i legitymizować instytucji sprzecznych z interesem Ameryki" / autor: PAP/EPA/JIM LO SCALZO
Sekretarz stanu Marco Rubio: "USA nie będą dłużej finansować i legitymizować instytucji sprzecznych z interesem Ameryki" / autor: PAP/EPA/JIM LO SCALZO

TYLKO U NAS

USA zostawiają innym ratowanie klimatu

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 9 stycznia 2026, 15:55

    Aktualizacja: 9 stycznia 2026, 16:26

  • Powiększ tekst

Prezydent Donald Trump podjął decyzję o wycofaniu Stanów Zjednoczonych z 66 organizacji międzynarodowych, w tym ogólnoświatowego traktatu dotyczącego zmian klimatycznych. Europa wprawdzie nie zostaje sama na „placu boju” z globalnym ociepleniem, ale teraz bardziej musi liczyć na współpracę z … Chinami i Indiami.

Prezydent postanowił, że USA nie będą dłużej uczestniczyły w organizacjach międzynarodowych, konwencjach i traktatach uznanych za sprzeczne z interesami tego kraju.

Symboliczne porzucenie ONZ

Szczególnie symboliczne znaczenie ma wyjście Stanów Zjednoczonych z Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu, w której uczestniczą praktycznie wszystkie państwa świata, a która obowiązuje od 1992 roku. Decyzja nie jest zaskoczeniem, bo  Donald Trump już rok temu – po oficjalnym objęciu funkcji - zapowiedział wycofanie kraju z Porozumienia Paryskiego, a delegacji władz USA zabrakło na ostatnim szczycie klimatycznym COP 30 organizowanym w listopadzie ub.r. w brazylijskim Belem właśnie pod egidą ONZ.

Decyzja Donalda Trumpa ma wyjątkowy charakter, bo to pierwszy taki przypadek, stąd też wiele krytycznych opinii. Cytowany przez światowe media Simon Stiell, szef ONZ ds. klimatu, ostrzegł, że wyjście USA z porozumień klimatycznych fatalnie wpłynie na Amerykanów i ich gospodarkę. Jego zdaniem, to „kolosalny samobój, który osłabi bezpieczeństwo i dobrobyt USA”, a w praktyce m.in. „oznacza to mniej przystępną cenowo energię, żywność, transport i ubezpieczenia dla amerykańskich gospodarstw domowych i firm, ponieważ odnawialne źródła energii stają się coraz tańsze niż paliwa kopalne”. Natomiast przedstawiciel poprzedniej administracji USA ds. klimatu John Kerry nazwał decyzję Donalda Trumpa „prezentem dla Chin i przepustką do wyjścia z więzienia dla krajów i trucicieli, którzy chcą uniknąć odpowiedzialności”.

Siedziba Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku / autor: Pixabay
Siedziba Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku / autor: Pixabay

Ameryka wraca do węgla i atomu

Swoista odpowiedź na wszystkie zarzuty przedstawił sekretarz stanu Marco Rubio, który wyjaśnił, że USA nie zamierzają dłużej finansować i „przeznaczać środków, kapitału dyplomatycznego oraz legitymizować uczestnictwa w instytucjach, które są nieistotne lub sprzeczne z interesami Ameryki”. Zapowiedział współpracę tylko tam, „gdzie służy ona narodowi” amerykańskiemu.

Przypomnijmy, że Donald Trump jeszcze w czasie kampanii wyborczej ostro krytykował programy klimatyczne tak realizowane w Europie jak i przez swoich poprzedników w USA. Ocieplenie klimatu traktował jako oszustwo. Próbował już w czasie pierwszej kadencji wycofać USA z Porozumienia Paryskiego czy zobowiązań do redukcji emisji, ale ostatecznie do tego nie doszło. W ubiegłym roku – realizując swoje hasło z kampanii wyborczej „drill, baby drill”, bądącym obietnicą do szerokiego powrotu do paliw kopalnych nie tylko dokonał zmian w przepisach, które zakładały redukcję emisji w wielu sektorach ale też zapowiedział renesans węgla i atomu, złagodził wymagania środowiskowe i zaoferował ułatwienia inwestorom w sektorze naftowo-gazowym. Równocześnie wycofał wsparcie dla firm tak amerykańskich jak z innych państw – w tym z Europy, które realizują w USA projekty odnawialnych źródeł energii a nawet doprowadził do zablokowania wielu z nich.

Donald Trump próbuje – skutecznie – wymusić na władzach unijnych złagodzenie niektórych przepisów związanych z realizacją polityki klimatycznej, a mogących odbić się na amerykańskich producentach. Biorąc to pod uwagę, dla władz unijnych rezygnacja USA z „walki o klimat” nie jest niespodzianką, ale powoduje mało komfortową sytuację. Być może znów z Waszyngtonu do Brukseli płynąć będą wezwania do złagodzenia wymogów środowiskowych, a ta będzie musiała - w imię utrzymania przez świat polityki redukcji emisji – bardziej polegać na współpracy z Indiami i Chinami. To najwięksi światowi emitenci, ale – choć rozwijają OZE - ograniczają emisję CO2 we własnym tempie, stawiając przede wszystkim na rozwój gospodarczy i niskie ceny energii dzięki wykorzystaniu paliw kopalnych. A przekonanie rządów w Pekinie i New Dehli, by bardziej postawiły na ratowanie klimatu, nie będzie łatwe. Komisja Europejska nie może bowiem pochwalić się nadzwyczajnymi sukcesami, jakie przynosi „zielona zmiana” czyli transformacja energetyczna, gospodarka unijna ma bowiem problemy, podobnie jak przemysł, który traci konkurencyjność m.in. przez wysokie ceny energii.

Agnieszka Łakoma

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Kto kupi InPost?

Polacy przenoszą numery do Orange i Play. Masowa skala

Produkcja aut jak w 1954 roku

»»Czy Polaków stać na oszczędzanie i inwestycje? – oglądaj „Piątkę wGospodarce.pl” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych