WYWIAD
Na rynku ropy spokojnie. Za to z gazem może być źle
Ropa na świecie jest i gaz ziemny także, ale skoro cieśnina Ormuz - praktycznie jedyna trasa dla tankowców z Zatoki Perskiej została odcięta, to oznacza problemy. A im dłużej potrwają, tym będzie drożej - mówi dr inż. Andrzej Sikora, prezes zarządu Instytutu Studiów Energetycznych w Warszawie.
Agnieszka Łakoma: Czy spodziewał się Pan, że atak izraelsko-amerykański na Iran będzie tak silny?
Andrzej Sikora: Przyznaję, nie spodziewałem się, że nastąpi takie uderzenie i że cieśnina Ormuz zostanie zamknięta. Uwierzyłem w mediację Omanu między USA i Iranem i w zapowiedź kolejnego spotkania. Zakładałem bowiem, że rozsądni ludzie załatwiają kwestie sporne przy stole, a nie za pomocą bomb i rakiet, za pomocą zabijania. Poza tym ta agresja izraelsko-amerykańska jest niezgodna z prawem międzynarodowym. I na dodatek nie wiemy, do czego doprowadzi, bo jak rozumiem nie tylko chodzi o wymianę władzy w Teheranie, tak jak miało to miejsce miesiąc wcześniej w Wenezueli, bo według mnie to nie jest scenariusz wenezuelski, gdy „tylko” porwano prezydenta Maduro, to też mocny sygnał ostrzegawczy dla innych.
Dla kogo?
Na początek dla Kuby. Ale amerykańskie działania to również ostrzeżenie dla Rosji, by jej władze zrozumiały, że mocniejszy może wystrzelić rakiety i zabić rządzącą elitę. Trzeba też pamiętać o bliskich relacjach Moskwy i Teheranu oraz wielkiej umowie politycznej, jaką zawarły kilka miesięcy temu. Zaś w dalszej kolejności to ostrzeżenie dla Pekinu.
Bez względu na reperkusje polityczne na konflikt na Bliskim Wschodzie mocno zareagowały rynki surowcowe. Wzrosły ceny ropy z 71 do około 80 dolarów za baryłkę. Jednorazowy wzrost o 7 proc. jest oczywiście znaczący, ale nie drastyczny. Dlaczego?
Rynek już wcześniej - w ostatnich dwóch tygodniach - częściowo dyskontował napięcie w relacjach USA – Iran i ropa zdrożała w ostatnim tygodniu lutego o kilka dolarów na baryłce. Patrząc na historię cen, to od zawsze wojna, czy konflikt podnosił ceny ropy. Obecnie kluczową kwestią – i tego wszyscy się spodziewali – jest kontrola nad Cieśniną Ormuz. Władze Iranu w przeszłości wielokrotnie – gdy sytuacja w regionie był napięta lub wybuchały konflikty zbrojne - straszyły, że ją zamkną. Tak się nigdy nie stało. Teraz po raz pierwszy podjęły taką próbę. I faktycznie tankowce nie mogą płynąć przez tę cieśninę; zaledwie kilka jednostek, mimo wprowadzonego zakazu przez Strażników Rewolucji, jednak na własną odpowiedzialność przepłynęło – na szczęście bez szwanku.
Media informują, że 150 tankowców nadal czeka na wypłynięcie. Zatem ruch w cieśninie został zatrzymany. Czy notowania świadczą o tym, że rynek raczej spokojnie czeka, co się wydarzy. I nie ma jednak powodów do paniki?
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że te 150 jednostek nie ma innej drogi. Albo popłyną przez Ormuz, albo będą tam oczekiwały na zmianę sytuacji. Dlatego zamknięcie cieśniny jest tak znaczące i przełomowe, praktycznie porównywalne z sytuacją, w której to np. Polska całkowicie zrezygnowała z dostaw rosyjskiego gazu. Ropa na świecie jest i gaz ziemny także, ale skoro najlepsza, praktycznie jedyna trasa z Zatoki Perskiej została odcięta, to oznacza problemy. A im dłużej potrwają, tym będzie drożej. Teraz mamy do czynienia z sytuacją ostrożnego wyczekiwania.
Niektóre instytucje finansowe prognozują wzrost cen ropy do 90 dolarów za baryłkę i wyższej, jeżeli cieśnina będzie zablokowana na przykład kilka tygodni. Prezydent USA Donald Trump zapowiada, że cała operacja nie potrwa dłużej niż właśnie miesiąc. Czy do tego czasu nie będzie drastycznych podwyżek cen surowca?
Nie należy mieć złudzeń, te tankowce pełne ropy czy LNG nie mogą zawrócić i popłynąć inną drogą. Nie wypłyną obecnie bez amerykańskiej ochrony, zatem w interesie USA leży przejęcie kontroli nad Cieśniną Ormuz i przywrócenie drożności szlaku żeglugowego. Tego też oczekują potentaci – Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Oman bo to one zarabiają na eksporcie ropy i LNG a nie na stojących Zatoce Perskiej statkach. I wiadomo, że w szybkim czasie nie uda się zastąpić ich dostaw.
Czy zatem Amerykanie będą chcieli jak najszybciej przejąć kontrolę na Ormuz?
W mojej ocenie tak. Gdy tak się stanie, to w przewidywalnym - określonym czasie mogłyby ceny wrócić do normy. Przypomnijmy, że największą bazę wojskową w tym regionie mają USA w Katarze, druga podobnej wielkości – też licząca 13 000 żołnierzy - jest w Kuwejcie a więc bardzo blisko cieśniny. Zatem kontrola nad tym akwenem jest bardzo prawdopodobna.
Kto zyskuje teraz na tej sytuacji?
Najkrótsza odpowiedź - amerykańskie koncerny. One nie mają problemów ani z wysłaniem ropy, ani gazu ziemnego. Ale też oczywiście liczą się także inni eksporterzy, np. kraje afrykańskie. Tradycyjnie zarabiają ci, którzy maja duże zapasy i… spekulanci. Ale także warto pamiętać, że na zakończenie konfliktu czeka i liczy bardzo Katar i to nie tylko ze względu na eksport gazu przez Ormuz, ale także ze względu na spór, jaki przez lata toczył z Iranem o jedno z największych złóż.
Problemy Kataru, który jest drugim po USA eksporterem gazu skroplonego na świecie, odbiły się również oczywiście na rynku gazowym. Analitycy Goldman Sachs prognozują, że zamkniecie Cieśniny Ormuz przez miesiąc może doprowadzić do wzrostu cen gazu dla Azji i Europy nawet o 130 procent. To znacznie więcej niż pokazują prognozy dla ropy. Dlaczego?
Ta różnica w prognozach dotycząca podwyżek cen ropy i gazu w sytuacji, gdy cieśnina Ormuz pozostanie dłużej zamknięta, wynikają przede wszystkim z faktu, że rynek gazu skroplonego jest po prostu płytszy. Nie da się pomimo nawet przygotowań do zwiększenia eksportu LNG w kilku państwach, szybko zastąpić dostawy katarskie innymi. Oczywiście Algieria może zwiększyć eksport czy Argentyna oraz USA, można myśleć o dodatkowych dostawach z Australii, ale i tak nie zastąpi to wszystko LNG z Kataru w ciągu paru dni czy nawet tygodni. Z drugiej strony więc robi się dodatkowa przestrzeń dla niesankcjonowanego rosyjskiego LNG.
W Europie gaz już zdrożał, a na giełdzie holenderskiej kosztuje ponad 38 euro/MWh czyli o ponad 30 proc. więcej niż w zeszłym tygodniu. Wydawać by się mogło, że obawy są bardzo duże. Ale czy rzeczywiście?
Wiem, że informacja o 30-procentowej podwyżce może dla wielu osób znaczyć, że sytuacja jest bardzo trudna. Ale nie jest tak do końca. Warto pamiętać, że jeszcze w styczniu – w środku mroźnej zimy - gaz kosztował ponad 40 euro/MWh. Zatem obecna podwyżka jednak mimo wszystko nie jest radykalna. Zobaczymy na notowania w ciągu kilku najbliższych dni i wtedy możemy wrócić do rozmowy i spekulowania.
Czy Europę chwilowo przed drogim gazem ratuje ocieplenie i koniec zimy? Spada popyt, a z napełnianiem magazynów na kolejny sezon grzewczy będzie jeszcze można kilka tygodni poczekać.
Tak to prawda. Ale tu musimy patrzeć przede wszystkim na Niemcy i na ich rynek, gdzie zapasy gazu w magazynach są już minimalne. Gdyby, nie daj Bóg, pojawił się w tej części Europy siarczysty mróz, obfite opady śniegu, brak wiatru i słońca w okolicach 10-15 marca to byłby gazowy i energetyczny Armagedon. Musimy mieć nadzieję, że Iran nie uderzy bronią balistyczną średniego i pośredniego zasięgu, przeciw której budowaliśmy w Polsce amerykańską bazę w Redzikowie. Miejmy nadzieję, że ta wojna - mimo prób Iranu - nie będzie jednak eskalować.
Rozmawiała Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Nie rób tego od 3 marca, jeśli nie chcesz stracić „prawka”
Koniec butli z gazem w blokach
Uwaga, płacą za zbieranie… kamieni
»»UOKiK sprawdza Allego – oglądaj Studio Magdaleny Ogórek w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.