Informacje

autor: fot. Wikimedia Commons
autor: fot. Wikimedia Commons

Armia rosyjska przedstawia znaczną siłę bojową

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • Opublikowano: 20 września 2017, 07:22

  • Powiększ tekst

Rosyjska armia weszła w fazę gruntownej przebudowy i modernizacji mówi wGospodarce.pl Marcin Ogdowski, korespondent wojenny, pisarz, wydawca portalu Interia.pl.

Arkady Saulski: Manewry Zapad 2017 budzą niepokój w Polsce, ale czy armia Federacji Rosyjskiej jest realnie tak groźna, jak kreują to rozmaici politycy? A może kryzys ekonomiczny u naszego wschodniego sąsiada wpłynął na stan wojska?

Marcin Ogdowski: Rosyjska armia, po kompromitującej (zwycięskiej, ale w fatalnym stylu), kampanii gruzińskiej z 2008 roku, weszła w fazę gruntownej przebudowy i modernizacji. Początkowo wiele wskazywało na to, że mamy do czynienia jedynie z buńczucznymi zapewnieniami, niemającymi odzwierciedlenia w rzeczywistości. Obserwowaliśmy też nieudane próby westernizacji – przeszczepiania wzorców organizacyjnych z armii NATO – od których ostatecznie odstąpiono. Niemniej na przełomie 2011-2012 roku w obrębie sił zbrojnych FR zaczęła wyłaniać się nowa jakość. Kryzys, który dotknął rosyjską gospodarkę, nie ma większego wpływu na wspomniany proces. Rosja od zawsze – może za wyjątkiem czasów prezydentury Borysa Jelcyna - była państwem wysoce zmilitaryzowanym, gdzie potrzeby wojska definiowano jako te absolutnie niezbędne. W efekcie, dekadę później, armia rosyjska przedstawia znaczną siłę bojową. Jej konwencjonalny potencjał jest za mały, by pokonać NATO jako całość, czy by mierzyć się z armią Stanów Zjednoczonych, lecz wystarczający do trzymania w szachu pozostałych europejskich wojsk NATO. Polska, zwłaszcza Wojsko Polskie skazane wyłącznie na siebie, nie wytrwałoby w konfrontacji z siłami rosyjskimi dłużej niż kilkanaście dni.

Trudno mówić o pełnej transparentności w Federacji Rosyjskiej, stąd dotarcie do informacji o realnych wydatkach na wojsko graniczy z cudem. Niedawno część ekspertów wskazywała, iż w budżecie Federacji Rosyjskiej istnieje ukryta kwota na „wydatki specjalne”, związane z wojskiem. Czy zetknął się Pan z tym pojęciem? A może to kolejny mit?

Nawet w krajach demokratycznych nie mamy pełnej transparentności, jeśli idzie o budżety sił zbrojnych, czy szerzej – wszystkich struktur bezpieczeństwa. Z pewnością i Pan, i Pańscy Czytelnicy, słyszeli o „budżetach operacyjnych” cywilnych i wojskowych służb specjalnych – także w Polsce. Od zawsze jakaś część gospodarki, czasem nawet formalnie wyjęta spod rygoru państwowego nadzoru, de facto pracuje na rzecz armii i służb. W Polsce też są takie firmy. Rzecz jasna w Rosji, czy w Chinach (gdzie sytuacja jest jeszcze mniej przejrzysta), to zjawisko ma szerszy wymiar. Decydujący jest tu autokratyczny charakter władz, pozwalający na bezkarne parcelowanie budżetu poza wiedzą i świadomością społeczeństwa. Nie sądzę jednak, by skala przedsięwzięcia była na tyle duża, byśmy mogli mówić o wielkim zakłamaniu. Mówiąc wprost, te wydatki specjalne to kilka, może kilkanaście procent jawnego budżetu. Sporo, ale „cudownych broni” kupić za nie się nie da.

Był Pan na Ukrainie i widział możliwości wspieranych przez Rosję separatystów. Czy obserwowanie konfliktu na Ukrainie jest dobrym sposobem na ocenienie możliwości armii rosyjskiej? A może to kompletnie chybiony pomysł patrzenia na te sprawy?

Zależy, o jakiej fazie konfliktu mówimy. Teraz na terenie Ukrainy właściwie nie ma już regularnych jednostek armii rosyjskiej (co nie oznacza, że nie ma tam rosyjskich żołnierzy). Wojna zaś weszła w fazę uśpionego, pozycyjnego konfliktu. Dużej wiedzy na temat taktyk i strategii Rosjan nam to nie daje. Inaczej było w drugiej połowie 2014 i w pierwszej połowie 2015 roku – kiedy na wschodnioukraińskim froncie mieliśmy do czynienia z wojną o charakterze manewrowym, z operacjami, w których udział brały przerzucone z Rosji batalionowe grupy bojowe. To był pokaz kunsztu i dużych umiejętności taktycznych Rosjan – z pewnym wszak zastrzeżeniem. W tych działaniach używano głównie sprzętu starszej generacji. Oddziały lądowe nie korzystały ze wsparcia lotnictwa, nie istniała też konieczność angażowania floty. W szerszym, operacyjnym wymiarze, dużo więcej informacji daje nam obserwacja działań rosyjskich w Syrii. Biorąc pod uwagę ograniczone zasoby Moskwy, trudny teren i kiepskiego z wojskowego punktu widzenia sojusznika (jakim jest syryjska armia rządowa), dowództwo sił zbrojnych FR może mówić o sporym sukcesie. Tak wykonane zadania wojskowi kwitują stwierdzeniem: „piękna, k…, operacja”.

Rozmawiał Arkady Saulski.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych