Informacje

Nowy numer „wSieci Historii”: Kariera komunisty

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 18 stycznia 2019
  • 07:36
  • 0
  • Tagi: gazeta gospodarka historia komuna PRL wSieci Historii
  • Powiększ tekst

Najnowszy numer „wSieci Historii” przypomina proces tworzenia ustroju II Rzeczpospolitej. Demokratyzm wszystkich partii polegał na wyrażeniu powszechnej zgody na republikański kształt Polski Odrodzonej – pisze o rodzącym się życiu politycznym młodego państwa redaktor naczelny miesięcznika, Jan Żaryn.

– W tym też duchu toczono kampanię wyborczą, licząc na masowy udział w wyborach. I rzeczywiście, 26 stycznia 1919 r. w regionach zamieszkanych przez Polaków poszło do urn do 95 proc. wyborców, a średnia frekwencja wynosiła ponad 70 proc. Pierwszą decyzją Sejmu Ustawodawczego było zaś uznanie dotychczasowej władzy Naczelnika Państwa oraz rządu Ignacego Jana Paderewskiego.

Odzyskanie niepodległości dla Polaków żyjących na początku XX wieku było wydarzeniem najwyższej rangi. Wspomnienie tego wydarzenia Paweł Skibiński w artykule „Polska konstytucja – szkic do portretu” rozpoczyna od przypomnienia przedstawicieli pierwszego Sejmu, z których dwudziestu zostało uwiecznionych na litografiach przez Stanisława Lentza, ówczesnego dyrektora warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

Przede wszystkim myśląc o naszym pierwszym w Niepodległej Sejmie, warto pamiętać, że była to rzeczywista reprezentacja narodu. Polacy wybierali swoich posłów natychmiast, gdy tylko było to możliwe; zasadnicze wybory odbyły się przecież w styczniu 1919 r., a więc ok. 10 tygodni po oficjalnym zakończeniu działań wojennych. Nie oznaczało to oczywiście, że na ziemiach polskich nie toczyły się wojny z sąsiadami. Trwało przecież powstanie wielkopolskie, zmagania z Ukraińcami uniemożliwiły wybory w Galicji Wschodniej, a z Czechami na Śląsku Cieszyńskim. Jednak mimo niepewnej sytuacji, mimo zagrożeń czyhających na Polskę niemal z każdej strony, mimo wreszcie nawoływania do bojkotu ze strony komunistów i mniejszości narodowych, nasi dziadkowie udali się tłumnie do urn wyborczych. (…) Ta wysoka frekwencja świadczyła o powszechnej identyfikacji Polaków z odradzającym się państwem, a także o tym, że nasi dziadkowie zdecydowanie odrzucili program rewolucji, czyli dokonywanych przemocą gwałtownych zmian społecznych – pisze Skibiński.

W artykule „Co weźmiecie, to będzie wasze” przytoczono zapiski Wojciecha Jedliny-Jacobsona, wybitnego żołnierza Powstania Wielkopolskiego, który opisuje okres tuż po odzyskaniu niepodległości. Trafił w sam środek ważnych dla Polski wydarzeń politycznych i formował oddziały powstańcze walczące z okupantem jeszcze jako niemiecki oficer. Jak sam wspomina, po zakończeniu I wojny światowej społeczeństwem targały wielkie emocje. 20 grudnia Wojciech Jedlina-Jacobson wyruszył na Pomorze. Podjął się misji dostarczenia ważnego listu do rąk Korfantego i Paderewskiego. Spotkał się z nimi w Gdańsku i przekazał ważną wiadomość odnośnie wydarzeń w Wielkopolsce. Jedlina-Jacobson wspomina, że w stolicy Pomorza bardzo ucieszył go fakt wysokiej mobilizacji wśród Polaków. Kaszubi nie demobilizują się, że stanowią liczebną przewagę w załodze Gdańska, że artyleria w Oliwie i w licznych fortach oraz rozmaite inne formacje wojskowe składają się, z wyjątkiem oficerów, prawie wyłącznie z Polaków. Na rozkaz NRL, Gdańsk będzie w kilka godzin naszym! Jedlina-Jacobson zapamiętał też słowa, które usłyszał od Paderewskiego i Korfantego, kiedy zapytał o wyzwolenie ziem z rąk pruskich. „Co weźmiecie, to będzie wasze.” Słowa te, tak zgodnie z moimi zapatrywaniami wywarły wpływ decydujący na moje dalsze poczynania. Polski oficer pomógł też polskiej misji wyruszyć transportem kolejowym. Nie było to łatwe ze względu na silny opór niemieckiej załogi w Gdańsku.

Krzysztof Tracki w artykule „»Nie matura, lecz chęć szczera…« Stanisława Łyszkowskiego kariera komunisty” kreśli portret komunistycznego służbisty, którego błyskotliwa kariera Budowniczego Polski Ludowej pełna jest nieszczęścia innych. W 1947 r. przesłuchiwał aresztowanego rtm. Witolda Pileckiego. Ściśle wypełniając nakazy przełożonych, stał się współsprawcą śmierci bohatera. Prowadził również działania przeciwko Kościołowi. Chociaż sam deklarował się jako katolik.

W roku 1944 ten zaangażowany politycznie członek Gwardii Ludowej trafia na dwa miesiące do więzienia. Po wyjściu nie uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Nadejście frontu otwierało przed Łyszkowskim nowe perspektywy. Ukrywani w domu sowieccy żołnierze dawali nie tylko gwarancję bezpieczeństwa, lecz także perspektywy kariery. Stanisław Łyszkowski zgłosił się do Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi. Jego egzaminatorzy określili go jako pilnego, politycznie rozgarniętego, sumiennego. Nastąpił proces rozwoju kariery Łyszkowskiego w bezpiece. Atutem kandydata stawały się jego oblicze ideowe, pochodzenie społeczne i młody wiek. Jego awanse wspierał płk. Józef Różański, który docenił brutalne i wielogodzinne przesłuchanie rotmistrza Pileckiego. W 1950 roku Stanisław Łyszkowski był już majorem. Karierę zakończył jako jako oficer wysokiej rangi i dyrektor superważnego Biura Techniki MSW. „Organizacja oddziału piechoty w XVII-wiecznej Polsce” to temat, którym na łamach nowego numeru „wSieci Historii” zajmie się Bartosz Staręgowski: Piechota nigdy nie uzyskała takiego statusu, jakim cieszyła się jazda, była jednak niezbędna dla skuteczności działań wojennych. Jej funkcjonowanie widać na przykładzie pułku Bogusława Leszczyńskiego działającego w latach 1657–1660.

Uzupełnieniem dla regularnego wojska państwowego były w wielu przypadkach suplementy prywatne. Taki właśnie oddział wsparcia sformował wielkopolski starosta generalny Bogusław Leszczyński. Wspomniana jednostka wojskowa początkowo funkcjonowała na zasadach prywatnych jako wystawiona i finansowana przez lokalnego magnata Bogusława Leszczyńskiego. Leszczyński, pieczętujący się herbem Pomian, należał do najbogatszych rodów w Wielkopolsce. Środki, którymi dysponował, umożliwiły mu finansowanie i utrzymywanie pułku, jednak dość szybko włączył go do komputu państwowego, zmieniając sposób jego finansowania z prywatnego na państwowy. Oddział ten istniał w latach 1657–1662, jednak wraz z początkiem 1660 r. nastąpiła zmiana w dowództwie, które po śmierci Bogusława przejął jego stryj Jan Leszczyński, podkanclerzy koronny. Liczebność pułku na przestrzeni lat się zmieniała, jednak jego przypowiedziana liczba miała wynosić 400 żołnierzy. W sierpniu 1658 r. król wystawił dla Leszczyńskiego list przypowiedni, w którym nakazywał powiększenie pułku do 500 żołnierzy i przekazanie z tego 100 piechurów, jako wsparcia załogi fortecy poznańskiego, komendantowi Walerianowi Podleskiemu. Za werbunek tych żołnierzy i ich odpowiednie zorganizowanie odpowiedzialność spoczęła na ppłk. Krzysztofie Unrugu – pisze Staręgowski.

Grzegorz Majchrzak w artykule „Bolszewika bij!” opisuje zmagania sportowe z czasów Polski Ludowej, w których Polacy zmierzali się z reprezentantami Związku Sowieckiego. Autor podkreśla, że Sowieci – delikatnie rzecz ujmując – nie byli darzeni specjalną sympatią […]. Czasami zresztą dochodziło z powodu tej niechęci do sytuacji wręcz kuriozalnych. Omawia również jedno z takich wydarzeń: Tak było np. podczas eliminacji do piłkarskich mistrzostw Europy w 1984 r. we Francji. 28 października 1983 r. […], kiedy Polska grała na stadionie olimpijskim we Wrocławiu z Portugalią, większość widzów (o dziwo) dopingowała gości. Powód był prosty – zwycięstwo zespołu portugalskiego zmniejszało szansę na awans Związku Sowieckiego, który musiał wygrać mecz wyjazdowy w Porto, a Polacy po fatalnych kwalifikacjach o występie we Francji nie mieli nawet co marzyć… Do dziś zresztą wiele osób jest przekonanych, że nasi – zresztą wbrew ich zapewnieniom – przegrali wówczas z Portugalczykami celowo.

Więcej w lutowym numerze miesięcznika „wSieci Historii”, w sprzedaży już od 17 stycznia br., dostępnym również w formie e-wydania na stronie http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie-sieci-historii.html. 

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika wSieci Przyjaciół www.SiećPrzyjaciół.pl i oglądania audycji telewizji internetowej wPolsce.pl.

Komentarze