Informacje

„wSieci Historii”: Nieznany Leonardo Da Vinci

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 17 października 2019
  • 13:05
  • 0
  • Tagi: Fratria kultura Leonardo DaVinci media polityka sztuka wSieci Historii
  • Powiększ tekst

Najnowszy numer magazynu „wSieci Historii” przypomina i przybliża sylwetkę Leonarda da Vinci w 500 lat po śmierci – jego życie i dzieła, a także polski ślad w twórczości, które konfrontowane są z legendami i faktami o tym wielkim człowieku. W nowym wydaniu magazynu także biografie innych znakomitych postaci w polskiej historii – bł. ks. Jerzego Popiełuszki, którego 35. rocznica męczeńskiej śmierci mija w tym roku, a także innych kapłanów, którzy nie popierali działań reżimu komunistycznego.

Jerzy Miziołek w artykule „Leonardo da Vinci, oblicze geniusza i jego twórczości” opisuje losy tego wybitnego artysty i naukowca. Urodził się on 15 kwietnia 1452 r. jako nieślubne dziecko 24-letniego Piotra Vinci i 16-letniej Cateriny Lippi. W czasie narodzin Leonarda jego ojciec był już zaręczony z Albierą Amadori, córką właściciela słynnego warsztatu szewskiego – jej status społeczny był o wiele wyższy niż Cateriny, która niebawem została wydana za mężczyznę z okolicy i miała z nim czworo dzieci. Leonardo utrzymywał relację ze swoją mamą. Mieszkał z nią nawet w ostatnich chwilach jej życia w Mediolanie. Leonardo odnotował w zapiskach jej odejście i wydatki związane z pogrzebem.

Bardzo ciekawy jest fakt, że jako bękartowi, nie przysługiwało da Vinciemu prawo do nauki w szkole. Był samoukiem i bacznym obserwatorem otaczającego go świata. Jak ogromną posiadł wiedzę, zaświadczają jego obrazy, ale przede wszystkim obficie ilustrowane notatki zachowane na siedmiu tysiącach kart. Za kilkanaście stron takich zapisków Bill Gates zapłacił kilka lat temu kilkanaście milionów dolarów. (…) Z wielkim powodzeniem zajmował się arytmetyką, muzyką, architekturą i studiami nad naturą. W swoich konstrukcjach wyprzedzał epokę. W Mediolanie do dziś funkcjonują tzw. navilie, zbudowane według jego pomysłu, będące kanałami z wartko płynącą wodą, którymi niegdyś przewożono większość towarów.

Piotr Świątecki w artykule „Mariana Porwita Opus Vitae” pisze o ocenie działań i decyzji podejmowanych przez polskie dowództwo w czasie kampanii wrześniowej 1939 r., dokonanej przez biorącego w niej udział płk. Mariana Porwita w książce „Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939 roku”.

Autor tak opisuje osobę pułkownika: Płk Marian Paweł Porwit był jednym z tych świadków epoki, którzy z racji zajmowanego stanowiska i przygotowania zawodowego wiedzieli, widzieli i rozumieli wyjątkowo dużo. […] po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Legionów Polskich […]. Dostrzeżono jego analityczne i literackie zdolności, powierzając mu stanowisko dyrektora nauk Oficerskiej Szkoły Piechoty […]. 12 maja 1926 r., dowodząc batalionem podchorążych na moście Poniatowskiego, lojalny wobec prawowitych władz Rzeczypospolitej, wykonując polecenie »zamknąć most Poniatowskiego i nikogo z Pragi do miasta nie wpuszczać«, odmówił wjazdu do stolicy Piłsudskiemu. Nigdy nie ujawnił szczegółów rozmowy z Marszałkiem. Wydarzenie to przesądziło o tym, że dalsza jego kariera zdecydowanie zwolniła.

Świątecki opisuje także, jakie błędy według pułkownika Porwita popełnił marszałek Rydz-Śmigły: dziwi Porwita niewzruszone przekonanie marszałka Rydza-Śmigłego, iż w razie ataku na Polskę Francja szybko nam przyjdzie z pomocą […]. Kolejnym błędem Wodza Naczelnego był wg Porwita przyjęty sposób dowodzenia. Nierozsądne było przekazywanie dowódcom armii tylko cząstkowych informacji o planach kampanii, co pociągnęło za sobą przejęcie przez Rydza-Śmigłego wielu drobiazgowych rozstrzygnięć, które powinni i mogli podjąć generałowie […]. Nie liczył się Rydz-Śmigły z niemiecką przewagą w powietrzu, nie zdawał sobie sprawy z przewagi przeciwnika wynikającej z mobilności jednostek pancernych i zmotoryzowanych, nie uwzględnił niedostatecznych zapasów mobilizacyjnych polskiego wojska.

W artykule „O współpracy koroniarzy z Mołojcami” Bartosz Staręgowski opisuje stosunki między Rzecząpospolitą a Kozaczyzną, skupiając się na wydarzeniach związanych z sojuszem w wojnie z Turkami. Autor zauważa, że… największe problemy z istnieniem Kozaczyzny były problemami politycznymi wynikłymi z samowolnych kozackich wypraw łupieżczych na terytoria innych władców […]. W 1620 r. Kozacy nękali terytorium tureckie, łamiąc warunki rozejmu polsko-tureckiego zawartego rok wcześniej, docierając nawet pod sam Konstantynopol. Najeżdżali też lenników tureckich Tatarów z wzajemnością. Młody sułtan Osman I podporządkowany stronnictwu wojennemu z wezyrem Ali Paszą na czele zdecydował się na wypowiedzenie Rzeczypospolitej wojny. Winą za jej wybuch obarczano po części Kozaków.

Staręgowski wskazuje na zaproponowane podczas sejmu w 1620 r. rozwiązanie: Prymas Wawrzyniec Gembicki wspominał o czasach, kiedy do walki z ordą zaciągano Kozaków i kazano im pustoszyć jej tereny […]. Skrypt sejmowy »O porządku wojny z pogaństwem« […] wyliczał konkretne liczby wojska, w tym 20 tys. Kozaków. Wojsko miało być podzielone na trzy komponenty: wojsko zaciężne, które miało wziąć na siebie gros walki z Turkami, pospolite ruszenie jako wsparcie dla wojska zaciężnego i trzeci element, czyli wyprawy dywersyjne z udziałem Kozaków w rejonie Morza Czarnego i zagrożenie bezpośrednio Konstantynopolowi […]. Sejm zgodził się wyasygnować 40 tys. złp na Kozaków.

W tekście „Sprawcy znani i nieznani, czyli zabójstwa duchownych w powojennej Polsce” Radosław Peterman z Instytutu Pamięci Narodowej przedstawia tragiczne losy prześladowanych i zamordowanych kapłanów, którzy nie popierali działań reżimu komunistycznego. Wszyscy w tajemniczych okolicznościach stracili życie. W sumie po 1945 roku zabito aż kilkudziesięciu duchownych. Osoby duchowne mordowano w majestacie prawa, na podstawie wyroków sądowych. Najbardziej znanym mordem sądowym był przypadek ks. Władysława Gurgacza (1914-1949), małopolskiego jezuity. „Trybuna Ludu” opisywała go jako „krwawego jezuitę dwudziestego wieku”. Dobrowolnie oddał się on w ręce Urzędu Bezpieczeństwa, nie chcąc opuścić aresztowanych towarzyszy broni. Ksiądz zginął w Krakowie, po wykonaniu na nim wyroku śmierci. Na najwyższą karę komuniści skazali również ks. Michała Rapacza. Zginął w 1948 roku w mokotowskim więzieniu. Oprawcy z bezpieki dopuszczali się najgorszych tortur. UB i milicja nachodziła i „upominała” ks. Jana Szczepańskiego z diecezji lubelskiej. Ciało kapłana wyłowiono 3 września 1948 roku z rzeki. Był nieludzko torturowany (zerwano mu paznokcie z jednej ręki i nogi, wydłubano oczy, język i genitalia wycięto, a ponadto bok jego głowy był postrzelony), a następnie skatowanego utopiono.

Chyba najbardziej znaną sprawą zabójstwa księdza w PRL jest mord na błogosławionym ks. Jerzym Popiełuszce. Wiadomo, że dokonali jej esbecy, znane są ich nazwiska, zostali nawet – co jest wyjątkiem od reguły – skazani. Nadal jednak jest wokół tej zbrodni wiele pytań i wątpliwości, na czele z jej mocodawcami.

Więcej w listopadowo-grudniowym numerze magazynu „wSieci Historii”, w sprzedaży już od 17 października br., dostępnym również w formie e-wydania na stronie internetowej http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie-sieci-historii.html.

Zapraszamy też do subskrypcji magazynu w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl  oraz oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.

Komentarze