Na co zwracać uwagę, kiedy zbliża się kryzys?
Mimo trwającego sezonu wyników oraz potężnej dawki danych makroekonomicznych do wyceny, uwaga rynku, niejako wbrew woli, w dalszym ciągu koncentruje się na Bliskim Wschodzie. Dopóki nie pojawi się jakaś istotna deklaracja którejś ze stron, sytuacja pozostaje niejasna, a formułowanie precyzyjnych prognoz, niemożliwe.
Jednak w tym czasie, zakładając potencjalny kryzys energetyczny i/lub możliwość wystąpienia „stagflacji”, można skupić się na sygnałach oraz retoryce, które pozwolą oszacować czas i głębokość takiego kryzysu.
Głównym źródłem sygnałów wyprzedzających wystąpienie realnego kryzysu będą banki centralne. Komunikacja tych podmiotów z rynkiem zawsze jest traktowana bardzo poważnie, a sama zmiana tonu czy nawet ostrożne deklaracje mogą wywierać wpływ na wyceny zbliżony do faktycznych decyzji dotyczących polityki monetarnej. Na chwilę obecną banki centralne budują autorytet komunikacją o „gotowości do trudnych decyzji” oraz walce z inflacją, może to jednak być robienie dobrej miny do złej gry. Dzisiejsza gospodarka nie jest w stanie wytrzymać skokowego wzrostu stóp procentowych, a próba zwalczania inflacji za pomocą wysokich stóp może nie tylko okazać się mało skuteczna, lecz nawet doprowadzić do większych szkód niż sam kryzys.
Innym segmentem rynku finansowego, który może dostarczyć bezcennych informacji, są ubezpieczyciele. Zmiany polityki oraz stawek odzwierciedlają ryzyka dla rynku znacznie lepiej niż deklaracje polityków.
Warto też brać poważnie ostrzeżenia m.in. ze strony MFW (IMF) o strukturalnej podatności rynków finansowych na kryzysy płynnościowe. Banki centralne mają już duże doświadczenie i możliwości w zwalczaniu takich epizodów, ale ze względu na to, jak szybko i bez ostrzeżenia mogą przebiegać tego typu zdarzenia rynkowe, oznacza to, że polityka banków może być jedynie reaktywna, a nie zapobiegawcza, szczególnie w kontekście „gróźb” wyższych stóp. W tym kontekście kluczowe będzie śledzenie rynków długu oraz informacji o instrumentach takich jak spready, rynek opcji czy nawet ratingi.
Na koniec można wrócić do Iranu i spojrzeć na kryzys z perspektywy Islamskiej Republiki. Reżimy nie upadają dlatego, że są „złe”, upadają, kiedy kończą im się pieniądze. Iran, mimo deklaracji, nie jest samowystarczalny w niemal żadnym z kluczowych aspektów funkcjonowania państwa. Dane Banku Światowego oraz WTO nie pozostawiają wątpliwości. Mimo sankcji blisko 50 proc. PKB Iranu stanowi handel zagraniczny, budżet jest niemal całkowicie zależny od eksportu ropy, a gospodarka cywilna wciąż krytycznie zależy od importu podstawowych produktów. Inflacja żywnościowa w Iranie wynosi już ponad 100 proc., a gospodarka realnie się kurczy.
Obecnie marynarka USA zablokowała jedyną linię życia dla gospodarki Iranu. Decydenci w Teheranie będą musieli się zdecydować: nawet jeśli nie dojdzie do kolejnego ataku ze strony USA, to jak długo reżim będzie w stanie zapanować nad głodującym narodem i jak długo wojsko będzie gotowe „utrzymywać porządek” w zamian za bezwartościowy żołd - lub jego brak?
Kamil Szczepański, Analityk Rynków Finansowych XTB
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.