Informacje

Paszport / autor: Pixabay
Paszport / autor: Pixabay

Sprzedawali obywatelstwo na wielką skalę

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 31 października 2018
  • 21:35
  • 0
  • Tagi: afera Bułgaria korupcja łapówki obywatelstwo polityka prawo
  • Powiększ tekst

Tysiące Macedończyków, Mołdawian i Ukraińców otrzymało bułgarskie obywatelstwo na podstawie nieprawdziwych zaświadczeń, wydawanych za łapówki przez bułgarską Agencję ds. Bułgarów z Zagranicy.

Zastępca prokuratora naczelnego Iwan Geszew w środę określił tę sprawę jako „najpoważniejszą aferę korupcyjną bez precedensu w najnowszej historii” kraju.

Skandal wybuchł w poniedziałek po aresztowaniu 20 pracowników rządowej Agencji ds. Bułgarów z Zagranicy, w tym jej prezesa i wiceprezesa. Prokuratura poinformowała w środę, że oskarżeni zostali obaj szefowie instytucji i dwie osoby, które nie były w niej zatrudnione. Jeden z oskarżonych to obywatel Serbii.

Według Geszewa przestępczy proceder rozpoczął się półtora roku temu wraz przejściem do Agencji Petyra Charałampiewa, rekomendowany na to stanowisko przez nacjonalistyczną koalicję Zjednoczeni Patrioci, mniejszego partnera koalicyjnego w rządzie. Charałampiew znalazł się wśród aresztowanych w poniedziałek osób.

Zastępca prokuratora wyjaśnił, że łapówki dawano po to, by przyspieszyć skierowanie dokumentów do resortu sprawiedliwości oraz do urzędu prezydenta. Cena tej „usługi” wynosiła 5 tys. euro. Za 8 tys. zapewniano fałszywe zaświadczenie o bułgarskim pochodzeniu. Takie dokumenty wydawano nawet pochodzącym z Macedonii i Kosowa Albańczykom o brzmiących islamsko nazwiskach. Tygodniowo wydawano po 30-40 takich dokumentów. Szefowi agencji od każdej transakcji przypadało ok. 1-1,5 tys. euro.

Charałampiew jest szefem nacjonalistycznego ruchu społecznego, współpracującego ze Zjednoczonymi Patriotami i zbliżonego do wchodzącej w skład tej koalicji partii WMRO. Według doniesień bułgarskich mediów nie wszystkie pieniądze z procederu trafiały do oskarżonych, część z nich przeznaczano na finansowanie WMRO. Prokuratura nie odniosła się do tego wątku, a lider WMRO, wicepremier i minister obrony Krasimir Karakaczanow oświadczył, że „zastrzeli się publiczne na centralnym placu”, jeżeli ten zarzut zostanie udowodniony.

Na skutek afery nasiliły się żądania usunięcia nacjonalistów z rządu i wzrosła presja na wicepremiera Walerego Simeonowa, którego dymisji od 10 dni przed siedzibą rządu domagają się demonstrujące matki niepełnosprawnych dzieci. Przyczyną tych żądań stała się jego wypowiedź o wywalczonym przez nie projekcie ustawy o zmianach systemu świadczeń. Simeonow oświadczył, że projekt ustawy o osobach niepełnosprawnych został opracowany w celu przypodobania się przez władze „grupie wrzeszczących bab spekulujących swoimi dziećmi”, które, „pozbawione wszelkiego macierzyńskiego uczucia i troski, wyprowadzały - czy to słońce, czy deszcz - te swoje niby chore dzieci na ulice„. Jego zdaniem tym sposobem „wymusiły” pół miliarda lewów (250 mln euro).

Prezydent Rumen Radew, którego urząd ostatecznie zatwierdza nadanie bułgarskiego obywatelstwa i wydaje odpowiedni dekret, w środę powiedział, że jego administracja otrzymała wiele sygnałów o niedociągnięciach w pracy Agencji ds. Bułgarów z Zagranicy i że wszystkie zostały przekazane prokuraturze. Radew wstrzymał się z oceną ostatnich działań prokuratury.

Działań wiele, wyroków mało - powiedział jedynie.

Nie jest to pierwszy raz, gdy Agencja ds. Bułgarów z Zagranicy jest badana przez prokuraturę - dwa dochodzenia prowadzono już w 2012 i 2014 r. W lutym ubiegłego roku dziennikarskie śledztwo bułgarskiej telewizji publicznej ujawniło, że na podstawie wydanych przez Agencję fałszywych zaświadczeń bułgarskie obywatelstwo otrzymało 114 osób poszukiwanych przez Interpol. Po skandalu osoby te pozbawiono obywatelstwa.

Według danych resortu sprawiedliwości w latach 2002-2017 bułgarskie obywatelstwo otrzymało 116 222 osób, w tym 113 647 na podstawie zaświadczeń o bułgarskim pochodzeniu.

Po poniedziałkowych aresztowaniach na jaw wyszły dane z francuskiego śledztwa w tej sprawie, opartego na zeznaniach zwolnionej pracownicy resortu sprawiedliwości. Na podstawie podanych przez nią informacji lider małej, opozycyjnej, pozaparlamentarnej partii Bułgarska Wiosna Welizar Inczew skierował serię zawiadomień do Komisji Europejskiej. Według Inczewa obecne działania prokuratury to skutek presji wywieranej przez Brukselę.

Akcję prokuratury poprzedziła seria aresztowań oligarchów za malwersacje przy transakcjach prywatyzacyjnych, w tym sprzed 20 lat. Według obserwatorów politycznych w Sofii działania te mają na celu poprawienie wizerunku Bułgarii przed publikacją kolejnego raportu KE w ramach mechanizmu weryfikacji i kontroli. Raport ma się ukazać 13 listopada. W mechanizmie weryfikacji i kontroli, wprowadzonym w 2007 r. wraz z przyjęciem Bułgarii i Rumunii do UE, oba kraje są monitorowane pod względem realizacji reform w systemie sądowniczym, walki z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Bułgaria od lat jest krytykowana za brak woli politycznej do zwalczania korupcji.

PAP, MS

Komentarze