Informacje

Toronto / autor: Pixabay.com
Toronto / autor: Pixabay.com

Kanada: Nowy rząd bez formalnych koalicjantów

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano · 25 października 2019, 10:39

  • 0
  • Tagi: Kanada Polityka
  • Powiększ tekst

Liberałowie będą rządzić jako rząd mniejszościowy, nie ma mowy o koalicji, ale możliwa jest współpraca - zapowiedział szef Partii Liberalnej Kanady (LPC), dotychczasowy premier Justin Trudeau. Dodał, że 20 listopada przedstawi skład swojego nowego gabinetu.

W poniedziałkowych wyborach LPC uzyskała 157 miejsc w parlamencie, Konserwatywna Partia Kanady (CPC) - 121, Blok Quebecki (BQ)- 32, Nowa Partia Demokratyczna (NDP) - 24, Zielona Partia Kanady (GPC) - trzy mandaty, jest też jedna deputowana niezależna. Dotychczasowy premier wykluczył wszelkie formalne bądź nieformalne koalicje. Wskazał jednak, że istnieje możliwość współpracy z innymi partiami przy konkretnych projektach.

Sądzę, że Kanadyjczycy wysłali jasny komunikat poprzez swój zróżnicowany wybór partii, że koszty życia i walka ze zmianami klimatu są naprawdę tymi priorytetami, którymi parlament powinien się zająć. Inny jasny komunikat jest taki, że oczekują od nas jako rządu, byśmy współpracowali z innymi partiami w sprawach, które są dla nich ważne, i dokładnie to będziemy robić - powiedział Trudeau, cytowany przez media.

Zapowiedział, że pierwszym z obiecanych w kampanii nowych projektów ustaw, który trafi do parlamentu 43. kadencji, będzie ten przewidujący pakiet obniżek podatków dla klasy średniej i „podwyżkę (podatków) dla jednego procenta najbogatszych”. Jak komentują kanadyjskie media, dla tego projektu możliwe jest poparcie partii takich jak socjaldemokratyczne NDP i BQ czy Zieloni. Trudeau mówił też w środę o „narodowej strategii dla mieszkalnictwa”.

Sam pomysł, że trzeba walczyć z liberałami o to, kto bardziej troszczy się o koszty życia przeciętnego Kanadyjczyka, doprowadza konserwatystów do szału - skomentował magazyn „MacLean’s”.

Zapowiadanym w kampanii rozwiązaniem, które ma duże szanse na stanie się prawem, jest też wprowadzenie specjalnego podatku dla zagranicznych inwestorów kupujących nieruchomości w Kanadzie. Ich inwestycje, często połączone z praniem brudnych pieniędzy, spowodowały, że w atrakcyjnych regionach, takich jak aglomeracja Vancouver czy Toronto, przeciętnego Kanadyjczyka nie stać na dom. Dla Vancouver i Toronto wprowadzono w minionych latach specjalne podatki antyspekulacyjne, ale - jak wynika z danych o rynku - coraz więcej zagranicznych kupujących przenosi pieniądze do Montrealu.

Cena za poparcie polityki liberałów nie jest jeszcze znana. Szef NDP Jagmeet Singh przypomniał we wtorek, że w kampanii jego partia miała jasne priorytety: opieka zdrowotna, mieszkalnictwo, pomoc dla studentów i rzeczywiste działania na rzecz klimatu. Lider BQ Yves-Francois Blanchet zapowiedział, że będzie robić użytek z „siły nacisku” w postaci zdobytych przez jego ugrupowanie 32 mandatów. Już w wieczór wyborczy zapowiedział możliwość współpracy z liberałami przy projektach „dobrych dla Quebecu”. Następnego dnia powiedział: „Nie jesteśmy odpowiedzialni za funkcjonowanie Kanady, ale jesteśmy odpowiedzialni za właściwe działanie parlamentu”.

Cena polityczna może dotyczyć też światopoglądu. W debatach przedwyborczych jedno z pytań dotyczyło ustawy o poszanowaniu laickości państwa (Bill 21), zobowiązującej pracowników administracji publicznej w Quebecu, w tym nauczycieli, m.in. do nienoszenia widocznych symboli religijnych. Frankofoński Quebec podkreśla swoją świeckość, a rozwiązania wprowadzone przez centroprawicowy rząd Francois Legault mają duże poparcie w społeczeństwie prowincji, także wśród wyborców socjaldemokratów. W czasie kampanii liderzy partii federalnych krytykowali quebeckie rozwiązania, nie wykluczali jej zaskarżenia. Tymczasem trzecią siłą w parlamencie, i to tylko dzięki głosom z Quebecu, stał się Blok Quebecki, partia federalna, ale działająca wyłącznie w tej prowincji, programowo dążąca do secesji, ale o socjaldemokratycznym programie.

W podobnym duchu jak frankofońscy socjaldemokraci w Ottawie wypowiada się frankofońska centroprawica. Premier Quebecu Legault wyraził nadzieję, że Trudeau „usłyszał przesłanie”, i zadeklarował, że Quebec chce współpracować „w interesie mieszkańców Quebecu, jak również w interesie Kanadyjczyków”. „Przekaz jest jasny: jeśli chcesz w przyszłości większego poparcia, popieraj Bill 21” - powiedział Legault. Trudeau przypomniał jednak, że dla mieszkańców Quebecu liczą się też inne sprawy, np. zmiany klimatu.

Nie jest więc pewne, że Trudeau będzie rządził tylko 18-24 miesiące, bo tyle średnio „przeżywają” rządy mniejszościowe w Kanadzie. Andrew MacDougall, były rzecznik konserwatywnego rządu Kanady Stephena Harpera, przypomniał w czwartek, że „Harper nie wygrał w 2004, a i tak rządził (potem) przez prawie 10 lat”. Harper wygrał wybory dopiero w 2006 r., ale mógł utworzyć tylko rząd mniejszościowy; podobna sytuacja miała miejsce dwa lata później. Pomimo wotum nieufności w 2011 roku Harper wygrał kolejne wybory i rządził aż do 2015 r.

PAP, KG

Komentarze