Informacje

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Co czeka branżę meblarską?

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 20 października 2020, 08:30

  • Powiększ tekst

Jeśli nie będzie kolejnego lockdownu, IV kwartał br. będzie dobry dla branży meblarskiej - uważa Michał Koleśnikow z PKO BP. Na początku 2021 r. sytuacja sektora może się znów pogorszyć - wskazuje analityk, który nie przewiduje jednak długotrwałego tąpnięcia.

Jak podkreślił Koleśnikow, choć eksport polskich mebli w ostatnich latach rósł dynamicznie, w czasie lockdownu doszło do silnego tąpnięcia w branży meblarskiej, która znalazła się wśród sektorów najbardziej dotkniętych skutkami pandemii. „Teraz jest jedną z tych, która najszybciej odrabia straty” - wskazał.

Przypomniał, że w większości krajów europejskich, gdy stanęły sklepy i fabryki, spadek produkcji był bardzo duży. W efekcie w kwietniu sprzedaż branży zmniejszyła się o blisko 50 proc. W kolejnych miesiącach nastąpiło szybkie odbicie - już w czerwcu produkcja sprzedana była o 19 proc. wyższa niż w analogicznym okresie 2019 r., „choć trzeba brać poprawkę na to, że w tym roku w czerwcu były dwa dni robocze więcej”.

Tłumacząc przyczyny tej sytuacji ekspert wskazał m.in. na tzw. odłożony popyt. „Klienci, którzy mieli kupić meble w marcu, kwietniu lub maju, zrobili to po odblokowaniu gospodarki w czerwcu czy lipcu” – wyjaśnił. Powodem było też przesunięcie wydatków z innych celów.

Tarcza finansowa i antykryzysowa pomogły zachować zatrudnienie na podobnym poziomie, więc „spadek dochodów wielu osób był praktycznie niezauważalny biorąc pod uwagę skalę zawirowań w gospodarce” - podkreślił. Jednocześnie w czasie lockdownu mniej wydawaliśmy na usługi gastronomiczne, zakwaterowanie, zdrowie i urodę, kulturę i rekreację, rzadziej się też przemieszczaliśmy, co generowało pewne oszczędności, które konsumenci chętnie wydawali np. na remont mieszkania i meble - tłumaczył.

Według Koleśnikowa duże znaczenie miało też to, że w związku z pandemią zaczęliśmy spędzać więcej czasu w domu - np. konieczność podjęcia zdalnej pracy, częstszego przygotowywania posiłków czy zwyczajnie bycia w domu sprawiły, że więcej osób zdecydowało się na kupno nowych mebli. „Wielu z nas miało też więcej czasu, by się zająć remontem czy zmianą wystroju” - powiedział.

Analityk zwrócił też uwagę na „elementy stymulacji popytu”. Np. w Niemczech na okres od 1 lipca do 31 grudnia obniżono podstawową stawkę VAT z 19 na 16 proc., co mogło spowodować m.in. wzrost zapotrzebowania na meble. „Eksport do tego kraju ma dla sektora meblarskiego ogromne znaczenie, większe niż w innych branżach” - dodał. Jego zdaniem popyt na dobra trwałe, takie jak meble, mogła też napędzić obniżka stóp procentowych – konsumenci, nie widząc dobrych możliwości inwestycji i obawiając się inflacji, mogli zadecydować o wydatkowaniu części oszczędności.

Według eksperta powodem ożywienia rynku meblarskiego w lipcu, sierpniu i we wrześniu było też przyspieszenie decyzji o zakupach w związku z obawami przed drugą falą koronawirusa i możliwością kolejnego zamknięcia gospodarki. „Ci, którzy w normalnych warunkach kupiliby meble pod koniec roku, uczynili to teraz w obawie, że zrobienie takich zakupów później będzie utrudnione ze względu na zamknięcie sklepów, niebezpieczeństwo zarażenia lub całkowite zamknięcie w domach” - ocenił.

„Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie mieliśmy do czynienia jednocześnie z popytem +odłożonym+, +przełożonym+ z innych wydatków i +przyspieszonym+ – dlatego ożywienie w branży było tak wysokie” – podsumował.

Przyznał, że „wszystkie wymienione czynniki działały z dużą siłą na rodzimym rynku, ale ożywienie w eksporcie również było silne, choć nierównomierne”. Np. Niemcy chętnie kupują meble, w tym meble „made in Poland”, i tam popyt silnie rośnie z podobnych powodów jak u nas. Ale są też kraje mocno dotknięte kryzysem jak Francja, Hiszpania czy Włochy, gdzie cały eksport nie odbudował się tak szybko - wskazał.

Koleśnikow prognozuje, że w III kwartale produkcja sprzedana branży meblarskiej będzie o ok. 20 proc. wyższa, niż w tym samym okresie przed rokiem. „Spadek sprzedaży w okresie od marca do maja był jednak tak głęboki, że nawet duża sprzedaż w czerwcu, lipcu i sierpniu nie pokryła jeszcze strat z okresu lockdownu” - podkreślił.

Zwrócił uwagę, że mimo świetnej koniunktury w branży, niewielkie jest na razie ożywienie w inwestycjach. Firmy meblarskie chciałyby zatrudnić dodatkowych pracowników, ale boją się inwestować w nowe moce produkcyjne. „Wstrzymują się z dużymi inwestycjami, choć mają bardziej odważne plany niż jeszcze w maju czy czerwcu” - zaznaczył. Część firm decyduje się np. na otwieranie salonów meblowych, ale zachowują ostrożność co do początku 2021 r.

Wydaje się, że IV kwartał br. będzie jeszcze dla branży meblarskiej dobry” - ocenił. Zastrzegł, że gdy utrzyma się dotychczasowe tempo rozwoju epidemii w drugiej połowie ostatniego kwartału „możemy już zaobserwować spadek sprzedaży i popytu”.

Wiele firm zapełniło portfel zamówień do końca roku - klienci detalicznie kupowali np. w sierpniu meble z dostawą w listopadzie. Dużo zamówień napłynęło zarówno z kraju, jak i z zagranicy. „+Siłą rozpędu+ ostatni kwartał br. będzie jeszcze dla meblarzy dobry, szczególnie jeśli tempo rozwoju pandemii przyhamuje i nie będzie lockdownu” - ocenił.

Jego zdaniem na początku przyszłego roku sytuacja branży może się jednak znów pogorszyć, jeśli liczba przypadków koronawirusa w Polsce i innych krajach europejskich, szczególnie w Niemczech, będzie lawinowo rosnąć.

W ocenie Koleśnikowa pewne nawyki konsumenckie z okresy koronawirusa pozostaną na dłużej i długotrwałego tąpnięcia branża nie powinna zobaczyć. Jak wyjaśnił, chodzi np. o większą dbałość o mieszkanie. „Więcej czasu spędzamy w domu, pracujemy zdalnie, prawdopodobnie będziemy nieco mniej podróżować, co powoduje m.in. zwiększony popyt na meble” - wskazał.

Jak wynika z prognoz na zlecenie Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, wartość produkcji sprzedanej branży meblarskiej może wzrosnąć w 2020 r. o 2,5 proc. w porównaniu do 2019 r. Oznacza to sprzedaż w tym roku na poziomie 51,8 mld zł wobec 50,5 mld rok wcześniej. Wskazano, że na korzyść branży działają: szybsze niż na początku prognozowano otwarcie handlu, inwestycje Europejczyków w wyposażenie mieszkań w konsekwencji rezygnacji z wakacyjnych wyjazdów, niski kurs złotego wobec euro. Analitycy zastrzegli, że wyjątkiem jest segment mebli kontraktowych - w szczególności producentów dostarczających meble na rynek HoReCa. Branża gastronomiczna została najbardziej dotknięta pandemią i nie widzi szans na szybkie odbicie w najbliższych miesiącach - podkreślono.

PAP/ as/

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych