Europa w gazowym szoku
Na Starym Kontynencie powiało grozą – gaz zdrożał dziś już o 18 procent. To efekt eskalacji wojny w rejonie Zatoki Perskiej, która przeniosła się na nowy - niebezpieczny dla rynków poziom, bo celem ataków stały się kluczowe złoża w Katarze.
Gaz w holenderskim hubie TTF wyceniany jest na 65 euro za megawatogodzinę, podczas gdy jeszcze w ubiegłym tygodniu było to poniżej 50 euro. Ale wówczas wydawało się, że są jeszcze szanse na unormowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Teraz perspektywa wydaje się odległa, a o tym jak bardzo drogi jest gaz, świadczy choćby porównanie aktualnej ceny z tą sprzed miesiąca – 31 euro/ MWh czy z grudnia ubiegłego roku, gdy była jeszcze niższa.
Problemem jest nie tylko fakt, że doszło do podwojenia cen błękitnego paliwa w krótkim czasie, na co Unia Europejska – uzależniona od importu surowca nie ma żadnego wpływu, ale również to że zaczyna rywalizować o jego dostawy z innym kontynentem – Azją. Doświadczenia z okresu tuż po napaści Rosji na Ukrainę pokazują, że zawsze na tej międzykontynentalnej rywalizacji zyskują producenci gazu, bo dostarczają paliwo temu, kto zapłaci więcej. Teraz dodatkowym problemem jest ograniczenie produkcji przez czołowego dostawcę – czyli Katar.
I to wszystko następuje w czasie szczególnym, gdy kraje unijne powinny rozpoczynać zwiększony import, by zacząć napełniać magazyny na kolejny sezon grzewczy. Już miesiąc temu – choć gaz był stosunkowo tani - było wiadomo, że Unia będzie musiała wydać więcej na zapasy niż w ostatnich dwóch latach. Powód to wyjątkowo mroźna zima, która doprowadziła do znaczącego uszczuplenia zapasów paliwa. Tak w marcu 2025 jak i 2024 roku magazyny europejskie pozostawały wypełnione w ponad 30 procentach, obecnie – to zaledwie kilkanaście procent. Teraz - biorąc pod uwagę skokowy wzrost cen surowca koszty uzupełnienia będą znacząco wyższe, a to oznacza dodatkowe wydatki rzędu miliardów euro.
Szok podażowy
Nie tylko giełdowe notowania gazu w Europie, ale też w ogóle ceny ropy wystrzeliły do prawie 115 dolarów za baryłkę Brent - po informacjach o atakach na infrastrukturę wydobywczą . Najpierw Izrael zaatakował jedno z największych złóż gazu na świecie South Pars - w części należącej do Iranu. W odpowiedzi Teheran wysłał rakiety na sąsiedni Katar - na Ras Laffan, największy na świecie zakład skraplania gazu ziemnego, oraz na Arabię Saudyjską.
Szans na szybkie odwrócenie sytuacji nie widać, tym bardziej że eksperci ostrzegają, iż dalsze ataki na złoża będą podwyższały – co oczywiste – ceny. Szczególnie że i tak główny szlak żeglugowy dla eksportu ropy i gazu skroplonego – przez Cieśninę Ormuz jest skutecznie blokowany przez Iran i przepuszcza praktycznie tylko statki z surowcem dla Chin. Już słychać opinie, że cena 150 dolarów za baryłkę jest prawdopodobna, jeśli wojna na Bliskim Wschodzie potrwa do końca marca i będzie się nasilać. Amena Bakr, dyrektor ds. Bliskiego Wschodu i OPEC+ w Kpler, cytowana przez CNBC mówiła o „ogromnej przerwie w dostawach” i o „szoku podażowym”.
Wcześniej irańskie władze zapowiedziały, że mogą doprowadzić do tego baryłka ropy kosztować będzie nawet 200 dolarów.
Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Skandal! Do Polski dotarła urugwajska wołowina z hormonami
Szok! Niemcy ręcznie regulują rynek paliw
Teraz caryca Europy deklaruje: „To był błąd”
»»ETS trzeba zmienić! – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.