Informacje

Zdjęcie ilustracyjne / autor: Pixabay.com
Zdjęcie ilustracyjne / autor: Pixabay.com

„Zielona rewolucja” za biliony euro

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

  • Opublikowano: 10 sierpnia 2022, 12:00

  • 2
  • Powiększ tekst

Na 10 bilionów euro szacują analitycy Goldman Sachs koszty osiągnięcia przez Unię Europejską neutralności klimatycznej

Z najnowszego – lipcowego raportu banku wynika, że do 2050 roku potrzebne będą w krajach Wspólnoty inwestycje o wartości 10 bln euro, by zrealizować transformację energetyczną. Najnowszy raport pokazuje zatem znaczący wzrost prognozy kosztów „zielonej rewolucji” w porównaniu z analizami Goldman Sachs sprzed dwóch lat. W 2020 roku szacował, że realizacja Zielonego Ładu będzie kosztować 7 bln euro. Przy czym prywatne inwestycje w sektorze energii miały osiągnąć wartość 3 bln euro, a pozostałe 4 bln euro na wsparcie rozwoju technologii miało pochodzić ze środków publicznych. W lipcowym dokumencie wskazano, że agresja Rosji na Ukrainę obnażyła słabości systemu energetycznego kontynentu i konieczność „przekształcenia infrastruktury energetycznej” czyli inwestycji.

Przypomnijmy, że wstrzymanie – w odwecie za unijne sankcje - przez Gazprom dostaw gazu do wielu państw i wreszcie ograniczenie do minimum transportu rurociągiem Nord Stream 1 spowodowało zagrożenie brakiem paliwa dla elektroenergetyki, na najbliższy sezon grzewczy i dla przemysłu.

Według raportu - do 2050 r. na inwestycje w Europie potrzeba będzie około 350 miliardów euro rocznie, czyli około 2 proc. produktu krajowego brutto (do 2030 roku). Fundusze te można następnie w pełni odzyskać dzięki oszczędnościom związanym z ograniczeniem importu energii. Ale może to nastąpić z dziesięcioletnim opóźnieniem. Jak wskazano w raporcie – to „oznacza, że efektywne finansowanie i niezawodne otoczenie regulacyjne będą miały kluczowe znaczenie dla wypełnienia tej luki czasowej”.

Zmodernizowany system wzmocniłby niezależność energetyczną państw unijnych. W raporcie zakłada się, że inwestycje przyspieszą w najbliższych latach i „osiągną szczyt do 2035 r., napędzane głównie przez początkową rozbudowę infrastruktury wymaganej dla sieci energetycznych, ale także sieci ładowania, masową rozbudowę źródeł energii odnawialnej, modernizację budynków i  sieci ciepłowniczych”.

W opinii analityków banku, „międzyregionalne przepływy węglowodorów między Europą a resztą świata można zastąpić połączonym europejskim systemem sieci energetycznych i rurociągów wodorowych”.

Goldman Sachs wskazuje na znaczenie wodoru w transformacji europejskiej energetyki, zatem unia będzie potrzebowała połączonego systemu sieci energetycznych i rurociągów wodorowych, aby zastąpić import węglowodorów przepływami czystej energii. Jak mówiła kilka dni temu w wywiadzie dla CNBC Della Vigna z Goldman Sachs, oprócz zielonego wodoru do technologii przyszłości służących transformacji zaliczono produkcję energii z wiatru na lądzie i na morzu oraz ze słońca. Nie ma na tej liście elektrowni nuklearnych, choć „energia jądrowa utrzyma swój udział rynkowy w długoterminowym miksie energetycznym w Europie”.

Te założenia są zbieżne z zapisami - opublikowanej w maju przez Komisję Europejską strategii RePower EU, która ma pomóc unii w uniezależnieniu od importu surowców z Rosji. Bruksela stawia m.in. na wodór i znaczące zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych (do 45 proc. w miksie w 2030 roku) i zakłada inwestycje w infrastrukturę przesyłową gazową i paliwową ale tylko takie, które w kolejnych latach posłużą do transportu wodoru.

Z raportu Goldman Sachs wynika, że pomimo bardzo kosztownych inwestycji nie uda się UE całkowicie zrezygnować z importu. Kontynent nadal będzie musiał sprowadzać surowce (paliwa kopalne) do produkcji chemikaliów i importować część ekologicznego wodoru. Goldman Sachs szacuje, że Europa może zmniejszyć z blisko 60 proc. do 15 proc. zależność od importu w perspektywie do 2050 roku.

Jednocześnie - według raportu - to gaz ziemny będzie jeszcze przez najbliższe 20 lat odgrywać kluczową rolę, gdy chodzi o zaopatrzenie Europy w energię. Poza tym nie da się go całkowicie wyeliminować z przemysłu, bo niektóre sektory - jak choćby stalowy - do produkcji potrzebują gazu i zwyczajnie nie staną się „elektryczne”.

Dlatego Goldman Sachs wskazuje, że „w interesie Europy jest podpisanie nowych długoterminowych kontraktów na LNG w celu poprawy bezpieczeństwa dostaw”. A to dobra wiadomość dla producentów gazu skroplonego, zwłaszcza w kontekście ich planów eksportowych i związanych z budową terminali skraplających.

Agnieszka Łakoma

Powiązane tematy

Komentarze