Opinie

prof. Adam Glapiński, prezes NBP / autor: Fratria
prof. Adam Glapiński, prezes NBP / autor: Fratria

TYLKO U NAS

Obecny atak na Glapińskiego to atak na złotego

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 10 maja 2022, 18:58

    Aktualizacja: 10 maja 2022, 22:20

  • Powiększ tekst

Czego większość komentatorów wydaje się w tej sprawie nie dostrzegać, to równoczesna wzmożona ofensywa zwolenników przyjęcia właśnie w tej chwili euro. Gdy ktoś zastanawia się skąd tak wściekła ofensywa na szefa NBP ostatnimi dniami, dopiero wtedy wszystko staje się jasne. Są na to dowody

Im bliżej do czwartkowego głosowania nad drugą kadencją prof. Adama Glapińskiego w fotelu prezesa NBP, tym więcej medialnych ataków. W obliczu rekordowej inflacji – której ponad połowa, co trzeba pamiętać, to czynniki zupełnie od niego niezależne, a której wyższa baza była czymś charakterystycznym dla gospodarki, która szybciej od założeń dogania gospodarki zachodnie – to w oczywisty sposób naturalny cel ataków. Pytanie dlaczego tak zaciekłych? Okazuje się, że dlatego, że ktoś dał sygnał, by właśnie teraz rozpocząć przekonywanie Polaków do przyjęcia euro właśnie teraz, a tego akurat profesor Glapiński jest, był i będzie znanym i zadeklarowanym przeciwnikiem.

Mieliśmy już kaczkę dziennikarską w postaci „wątpliwości prawnych” co do formalnej definicji zasiadać w zarządzie, a zasiadać w fotelu prezesa – sprawa była bardzo sumiennie rozdmuchana medialnie. Mieliśmy też już próbę podpuszczenia tzw. Mirków na Wykopie (choć marketingowi impostorzy obecni na Wykopie nie lubią używać tego odnoszącego się do starej jego gwardii/społeczności terminu, wolą z wdzięcznością typowej pani z PR jakiejś sieciowej firmy z warszawskiego Mordoru nazywać ich „Wykopkami”, bo to bardziej odpowiednie dla lewicowej nowej fali jego użytkowników, którzy po prostu gardzą wszelkimi „Mirkami” i „Grażynami”). A wtorek to kolejny strzał: „Sondaż: Ponad 70 proc. nie chce, by Glapiński ponownie został prezesem NBP” - ma wynikać z sondażu United Surveys dla RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej”. Tu, choć PiS zapowiadało wielokrotnie jednomyślność, czytamy: „Wszystko dlatego, że nie ma zgody w samym obozie rządzącym”. Jak widać, dwoją się i troją, byle do reelekcji prof. Glapińskiego nie doszło i robią to z uporem godnym lepszej sprawy. Aż korci, żeby spytać: dlaczego?

O co tu chodzi? Jak zawsze o pieniądze, a raczej o konkretny pieniądz

W Polsce euro nie zostanie wprowadzone, dopóki jestem prezesem NBP – zatem dość jasno deklarował prof. Adam Glapiński jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Jak mówił, dopuszcza taką możliwość, ale dopiero za 20 lat, ponieważ dopiero wtedy możemy być w stanie dorównać rozwojem gospodarczym Niemcom. Jasno też sugerował, że przyjęcie w Polsce euro to gra niemiecka, na umocnienie pozycji i gospodarki Niemiec. - Są w naszym kraju różne siły, które chciałyby skończyć ze złotym i wprowadzić euro w sposób przyspieszony, z pominięciem różnych procedur. Wiemy, że Niemcy już chcą budować państwo europejskie o charakterze federacyjnym. Zatem wciągnięcie Polski do strefy euro to pierwszoplanowy cel – dodał. To samo zresztą powtarzał w maju.

Wysoka inflacja to jednak idealny moment dla opozycji, by atakować wszelkimi środkami i sposobami rząd, ale też idealny moment, by atakować polską walutę. Być może, przy odrobinie wysiłku i odpowiednim człowieku w fotelu prezesa NBP, udałoby się przekonać wszystkich, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Sam prof. Glapiński kiedyś użył sformułowania o sygnale do nagonki. Jak na dłoni widać, że nagonka na polską walutę, mająca na celu przyjęcie w Polsce euro, już ruszyła.

Jak widzimy choćby w narzędziu Brand24, od 10 kwietnia zasięg dla frazy „przyjąć euro” w mediach społecznościowych rósł wykładniczo, a wśród platform, na których występowały, odpowiednio w kolejności, pod względem zasięgu platform, pojawiały się na Twitterze, (43 wzmianki), na Wykopie (3 wzmianki), na businessinsider.com.pl (17 wzmianek), a nawet na takiej stronie jak gry-online.pl (2 wzmianki). Ale to trwa znacznie dłużej. Do debatowania nad tym pomysłem wracał np. Newsweek jeszcze w styczniu, a Donald Tusk namawiał do przyjęcia w Polsce euro jak szybko się da choćby jeszcze w marcu.

Atak narracji o przyjęciu euro / autor: Brand24, Fratria
Atak narracji o przyjęciu euro / autor: Brand24, Fratria

„Problem” w tym, że atakować szefa NBP jest łatwiej niż przeforsować ideę wprowadzenia euro. W przypadku atakowania personalnego szef NBP jest o tyle łatwym celem, że z racji urzędu ma nieco związane ręce i pewnych rzeczy mu nie wypada, natomiast w przypadku atakowania narodowej waluty jest już trudniej, bo liczby mówią same za siebie.

Euro właśnie teraz, to dobry pomysł? Szansa opozycji, tylko na co?

Przyjęcie euro oznaczałoby w zakresie autonomii polityki monetarnej oddanie dużej części władzy do Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Jasnym jest, że rola NBP i samego prezesa znacząco zmalałaby. Ale posiadanie własnej waluty nie tylko wychodzi nam nadal na zdrowie, bo pozawala niwelować niekorzystne zjawiska, a czasem wręcz gospodarcze trzęsienia ziemi na globalnych rynkach, gdy sytuacja jest bardzo dynamiczna. Posiadanie własnej waluty nie tylko też sprawia, że mamy wolne, nie związane ręce w wielu kwestiach. Patrząc na wyniki strefy euro można się również tylko cieszyć z posiadania własnej waluty.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w końcu kwietnia wyniosła 5,3 proc. To o 0,1 pkt. proc. mniej niż w marcu. Według Eurostatu w marcu br. stopa bezrobocia w krajach Unii Europejskiej wyniosła 6,2 proc., a w strefie euro było to 6,8 proc.

Co bardzo ważne, sprzedaż detaliczna w Polsce w grudniu była dwukrotnie wyższa niż w strefie euro. Jak podał w kwietniu Eurostat, w ujęciu rocznym sprzedaż detaliczna w strefie posługującej się walutą euro wzrosła o 5 proc. wzrosła o 5,4 proc. w całej UE, a w Polsce w tym czasie wzrosła o 14,2 proc. rok do roku – dane za luty.

CZYTAJ TEŻ: Sprzedaż w Polsce trzykrotnie wyższa niż w UE!

Szczyt inflacji w strefie euro przypadnie na wrzesień i wyniesie 8,5 proc. rdr. Inflacja bazowa osiągnie szczyt w maju i czerwcu br. wynosząc 3,3 proc. - poinformowało w czwartek biuro analiz Goldman Sachs. Analitycy Goldman Sachs uważają, że w grudniu br. inflacja bazowa i zasadnicza w strefie euro wyniosą odpowiednio 2,8 proc. i 7,6 proc.

Kraje strefy euro rozwijają się najwolniej w Unii Europejskiej, konsumenci w strefie euro wydają na konsumpcję najmniej, a różnica w inflacji jest jak na dzisiejsze warunki bardzo umowna – podczas gdy ekonomiści banku ING dopiero straszą nas widmem 20 proc. inflacji, tak kraje bałtyckie, które przyjęły euro, już mają inflację rzędu 20 proc.! Gdybyśmy przyjęli tę walutę zapewne bylibyśmy dziś na tym poziomie inflacji, a nie starych i bogatych krajów strefy euro. Ale jasne jest też, że dla gospodarki tak dalece skolonizowanej przez obcy, zwłaszcza niemiecki kapitał, transferowanie zysków do centrali bez różnic kursowych jest czymś wręcz diabelnie kuszącym, przynajmniej z perspektywy central wielu firm, już nie mówiąc o skutecznym powstrzymaniu gospodarczego doganiania przez Polskę krajów Zachodu.

CZYTAJ TEŻ: Szefowa EBC ws. inflacji podziela zdanie Adama Glapińskiego

W ostatnim badaniu Social Changes dla portalu wPolityce.pl, 25 proc. badanych popiera przyjęcie przez Polskę waluty euro, natomiast aż 56 proc. Polaków jest za pozostaniem przy złotówce.

Jak widać, Polacy swój rozum mają i choć może i odrobina racji w tym jest, że w tak nerwowych czasach warto byłoby zastanowić się nad przewidywalnością działań w sprawach tak ważnych dla całej gospodarki, nie tylko posiadaczy kredytów mieszkaniowych, jednak jedno jest pewne: jeśli na czele NBP stałby ktoś o „mniej radykalnych” poglądach, ktoś bardziej „teflonowy”, jak to tzw. rynki lubią, kropla zwana euro mogłaby zacząć drążyć skałę.

Czytaj też: Wraca temat wejścia Polski do strefy euro. „Lek na inflację”

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych