Informacje

zdjęcie ilustracyjne / autor: Pixabay
zdjęcie ilustracyjne / autor: Pixabay

Komisja Europejska przed sądem. Poszło o tytoń

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 12 października 2023, 15:54

    Aktualizacja: 13 października 2023, 10:58

  • Powiększ tekst

Jak donosi portal Eureporter.co, Komisja Europejska chciała zakazu sprzedaży mentolowych podgrzewaczy do tytoniu, ale państwa UE nadal są suwerenne i nadal chcą decydować każde o swoim rynku. Irlandzki sąd potwierdził, że istnieją poważne wątpliwości co do zgodności Dyrektywy Delegowanej Komisji z prawem UE. Jeśli polski rząd zdecyduje się, mimo wszystko, na implementację tej dyrektywy Komisji, to jest ryzyko, że wdroży przepisy faktycznie wadliwe i niezgodne z bublem prawnym samej UE

To, co teraz próbuje zrobić Komisja Europejska, doprowadziłoby do całkowitego zakazu sprzedaży smakowych podgrzewanych wyrobów tytoniowych, w tym glo, produktu będącego przedmiotem sprawy sądowej. Glo podgrzewa, ale nie spala tytoniu, dzięki czemu jego użytkownicy czerpią korzyści z niepalenia. Przedsiębiorstwa, które wniosły sprawę, utrzymywały, że Komisja dokonała błędnej decyzji politycznej, wprowadzając zakaz, a Irlandzki sąd przyznał im rację. I tak Komisja Europejska stanie przed europejskim sądem w związku z przekroczeniem przepisów dotyczących wyrobów tytoniowych.

Komisja Europejska stoi przed poważnym wyzwaniem w związku z zarzutami, że przekroczyła swoje uprawnienia, wydając dyrektywę, która ma na celu stanowienie nowego prawa, zamiast wdrażać dyrektywę przyjętą przez współprawodawców UE, Radę i Parlament. Irlandzki Wysoki Trybunał zwróci się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości skarżąc próbę ograniczenia przez Komisję sprzedaży podgrzewanych wyrobów tytoniowych, które dają palaczom papierosów szansę przejścia na bezpieczniejszą alternatywę, pisze redaktor polityczny Nick Powell.

Sprawę do sądu wniosły dwie firmy zajmujące się sprzedażą i marketingiem podgrzewanych wyrobów tytoniowych w Irlandii, PJ Carroll & Company oraz Nicoventures Trading. Firmy te zarzuciły państwu irlandzkiemu transpozycję do prawa dyrektywy Komisji Europejskiej, gdyż w ich ocenie Komisja przekroczyła uprawnienia jej powierzone, na mocy prawodawstwa dotyczącego wyrobów tytoniowych zatwierdzonego przez organy prawodawcze UE, Radę i Parlament.

Cztery kraje ostrzegły również, że „to wykorzystanie przekazanych uprawnień przez Komisję jest problematyczne i wystawia równowagę instytucjonalną na próbę, powodując niepewność prawa i trudności praktyczne dla wszystkich zaangażowanych stron”. Komisję wyraźnie ostrzeżono, że robi coś wątpliwego z prawnego punktu widzenia i prawdopodobnie skończy się to sprawą w sądzie.

Już pewne, że sąd w Dublinie skieruje sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Prawnicy obu stron zostaną poproszeni o uzgodnienie kwestii, w których sprawie będzie rozstrzygał Trybunał. Są to pytania, na które Komisja również będzie musiała odpowiedzieć, wyjaśniając, dlaczego uznała, że może rozszerzyć swoje przekazane uprawnienia na produkty objęte wyłączeniem na mocy pierwotnego prawodawstwa.

Cztery kraje ostrzegły również, że „to wykorzystanie przekazanych uprawnień przez Komisję jest problematyczne i wystawia równowagę instytucjonalną na próbę, powodując niepewność prawa i trudności praktyczne dla wszystkich zaangażowanych stron”. Komisję wyraźnie ostrzeżono, że robi coś wątpliwego z prawnego punktu widzenia i prawdopodobnie skończy się to sprawą w sądzie.

W swoim wyroku sędzia Cian Ferriter stwierdza, że istnieją uzasadnione argumenty przemawiające za uznaniem dyrektywy Komisji za nieważną. Sędzia podsumowuje ten argument w ten sposób, że Komisja skutecznie zakazała „kategorii wyrobów tytoniowych, która była nowa na rynku, która nie istniała w momencie uchwalenia dyrektywy o wyrobach tytoniowych w 2014 r. i która nie została przedmiotem odrębnych ocen polityki i zdrowia…”.

Orzeka, że „można przynajmniej argumentować, że był to wybór polityczny, który był otwarty wyłącznie dla prawodawcy UE, a nie dla Komisji”. W rezultacie kieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zwraca się także do sądu luksemburskiego o wydanie orzeczenia w sprawie metodologii Komisji, która działała w związku z rosnącą sprzedażą podgrzewanych wyrobów tytoniowych, ale nie wzięła pod uwagę mniejszej ilości zawartego w nich tytoniu w porównaniu z papierosami.

Komisja powinna była zdać sobie sprawę, że opierała się na prawnie wątpliwej podstawie. Przyjmując dyrektywę w 2022 r., cztery państwa członkowskie formalnie zgłosiły wspólny sprzeciw, twierdząc, że dyrektywa zawiera „istotne elementy zastrzeżone dla europejskich prawodawców”. Dodali, że Komisja „przekraczała zatem granice przyznanych jej uprawnień delegowanych”.

Pytanie nie do sędziów, ale do polityków i obywateli brzmi: w jaki sposób Komisja dostała się w ten bałagan? Wydaje się, że w grę wchodziły co najmniej dwa czynniki. Jednym z nich jest instytucjonalna tendencja do nadmiernego sięgania, do domagania się jeszcze większej władzy, niż faktycznie posiada. Drugi jest charakterystyczny dla polityki tytoniowej, która często skłania się do kierowania się poglądami Światowej Organizacji Zdrowia, zamiast proponować rozwiązanie, które będzie korzystne dla obywateli Europy. W tym przypadku sięgnęła po definicję podgrzewanych wyrobów tytoniowych podaną przez WHO, zamiast uznać ją za kwestię należącą do państw członkowskich UE.

Co zrobią pozostałe kraje z możliwie wadliwym prawem autrostwa KE? Być może lepiej będzie poczekać na rozstrzygnięcie prawne w tej kwestii i wtedy myśleć o implementacji, bo wiele wskazuje na to, że był to kolejny przykład działań „na szybko”, zanim dotrze, że to bez sensu.

To nie pierwszy raz, gdy Komisja Europejska dąży do wzmocnienia swojej pozycji kosztem państw członkowskich. Tę pokusę Bruksela ma w sobie od dawna. Zwraca na to uwagę dr Piotr Balcerowski w felietonie dla „Obserwatora Gospodarczego”.

W Brukseli podejmowane są kroki, które mają wzmocnić federalizację Unii Europejskiej. Aktualnie dokonywane są próby, które można nazwać „pozatraktatową zmianą traktatów” – pisze dr Balcerowski. W jego ocenie największymi zwolennikami takiej federalizacji UE są dzisiaj Niemcy i Francja. W sfederalizowanej Unii: „poszczególne kraje członkowskie będą miały w wielu obszarach mniej do powiedzenia, niż poszczególne stany w ramach USA”.W rezultacie kraje tzw. „nowej UE”, w tym Polska, utracą swoją decyzyjność w ramach UE. Staną się przystawką dla „starej UE” i będą zmuszone do „mozolnego tworzenia koalicji – przestrzega dr Balcerowski.

mw, na podst. eureporter.co, Obserwator Gospodarczy

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych