Informacje

Atom / autor: fot. Fratria
Atom / autor: fot. Fratria

WYWIAD

Bez gwarancji Państwa budowa elektrowni atomowej się rozleci

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 22 listopada 2023, 08:59

  • Powiększ tekst

Nowy rząd musi jasno, uczciwie wszystkim powiedzieć, czy rzeczywiście chce zbudować elektrownię jądrową w Polsce – mówi Andrzej Strupczewski ekspert ds. energetyki atomowej, profesor Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Ze strony przedstawicieli obecnej opozycji słyszymy opinie, że trzeba będzie dokonać audytu umów z Amerykanami w sprawie budowy pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu, a także oczekiwania, że obejmą przynajmniej 30 procent udziałów w tym projekcie. Jak Pan ocenia tego typu opinie?

Andrzej Strupczewski: Trudno mi komentować poszczególne opinie poszczególnych polityków. Wydaje się, że wszystkie są sygnałem, iż inwestycja jądrowa może stanąć pod znakiem zapytania. Dlatego dla mnie kluczową kwestią jest to, czy u nas chcemy naprawdę zbudować elektrownię jądrową. Zawsze uważałem i mówiłem o tym wielokrotnie, że jednym z  podstawowych elementów powodzenia takich projektów jest swoisty konsensus polityczny i jednoznaczna opinia polityków - tak z prawa jak i z lewa: „Tak, budujemy, bez względu na to kto rządzi”. Bo to nie tylko ustępujący rząd i następny ale także kolejne będą za ten projekt odpowiadać. A teraz to nowy rząd musi jasno, uczciwie wszystkim powiedzieć, czy rzeczywiście chce zbudować elektrownię jądrową w Polsce.

Gdyby okazało się, że w grę wchodzi nie tylko audyt umów z partnerami czyli dostawcą reaktorów Westinghousem oraz Bechtelem odpowiedzialnym za budowę, ale również ruszą analizy co do zasadności lokalizacji, to co będą w praktyce oznaczać?

  • Opóźnienia – to najkrótsza odpowiedź na Pani pytanie i to co najmniej dwuletnie. Natomiast samo sprawdzenie czyli audyt kontraktów niewiele zmienia, jeśli prace przygotowawcze będą kontynuowane. Obawiam się jednak, że w sytuacji gdy mamy decyzję lokalizacyjną dla Choczewa, zaczną się dyskusje czy budować tam, czy może gdzieś indziej, to na pewno nie zdążymy na czas. Podczas gdy nam potrzebna jest ogólna mobilizacja, bo potencjalnych przeszkód i tak jeszcze czeka nas wiele, a wiec i wiele okazji do opóźnień. Zapowiedź nowej lokalizacji to nie tylko „szukanie dziury w całym”, ale powoduje, że spadnie wiarygodność Polski jako inwestora w energetyce jądrowej. Każdy bank – zanim pożyczy pieniądze na taką inwestycję – zastanowi się, czy warto to zrobić w kraju, gdzie jeden rząd chce budować elektrownię, a drugi ma wątpliwości. Tego, jak ważne jest stabilne, na dobrych warunkach finansowanie takiego przedsięwzięcia, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

- Kwestia finansowania budowy elektrowni jądrowej jest oczywiście kluczowa. I ze strony przedstawicieli obecnej opozycji pojawiła się propozycja – oczekiwanie, że amerykański partner obejmie 30 proc. udziałów w tym projekcie. Wcześniej rząd zaplanował, że znajdzie inwestora na 49 proc. udziałów, ale nie wskazywał jednoznacznie na Amerykanów. Czy Westinghouse może w ogóle być zainteresowany zakupem udziałów?

  • Jest to raczej mało realne oczekiwanie. Zakup udziałów oznacza też zobowiązanie finansowe, a nie sądzę, by USA chciały nam finansować budowę elektrowni. Raczej wydaje się, że w przypadku drugiego projektu czyli budowy elektrowni w rejonie Pątnowa przez PGE i ZE PAK we współpracy z KHNP, to ten koreański partner byłby bardziej skłonny objąć udziały. Zwłaszcza, że budowa w Polsce otworzy Korei drzwi do Unii Europejskiej. Być może jednak także uda się porozumieć z Amerykanami i może obejmą kilkanaście procent udziałów, o czym wcześniej nieoficjalnie mówiono.

- Zatem pozostaje wariant, w którym Skarb Państwa udzieli gwarancji na całą inwestycję czyli pierwszą elektrownię jądrową na Pomorzu. Tylko, że wówczas mówimy o olbrzymim zobowiązaniu, a nowy rząd może powiedzieć, że nie weźmie go na siebie. I co wówczas?

  • Przy gwarancjach Skarbu Państwa oczywiście kredytowanie jest tańsze i banki chętniej wyłożą pieniądze. Bez nich pozyskanie pieniędzy będzie nie tylko trudne, ale i koszt tego kapitału - bardzo wysoki. Mimo, że elektrownia jądrowa to dobry interes, bo będzie pracowała przez 60, a może nawet 80 lat. Ale to najlepszy interes dla tych, których stać na budowę. Jeżeli nie będzie gwarancji Skarbu Państwa, kredytowanie okaże się za drogie, to zwyczajnie projekt się rozleci.

Rozmawiała Agnieszka Łakoma

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych