Komentarze

Gotówka  / autor: Pixabay
Gotówka / autor: Pixabay

TYLKO U NAS

Prof. Andrzejewski: Rząd efektywnie zarządza finansami publicznymi

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 24 sierpnia 2023, 21:51

  • 0
  • Powiększ tekst

Rząd efektywnie zarządza finansami publicznymi - ocenił Mariusz Andrzejewski, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, komentując projekt budżetu na 2024 r.

Rząd planuje dochody budżetowe na 2024 roku na poziomie około 683 mld zł, co oznacza wzrost o około 12,5% w porównaniu do roku 2023, w którym owe dochody planowane są na poziomie 605 mld zł.

To spory wzrost, który wynika gównie z konsekwentnych działań zmierzających do uszczelnienia wpływów z podatków, wśród których rząd zamierza pozyskać z podatku VAT aż 312 mld zł, z podatku od tych największych i średnich przedsiębiorstw płacących CIT około 78 mld zł, z podatku akcyzowego około 88 mld zł, a z podatku PIT 108 mld zł.

Warto podkreślić, że owe dochody są o ponad 100% wyższe aniżeli te odnotowywane w roku 2015, a przecież skumulowana inflacja liczona od 2015 roku bynajmniej nie wynosi 100%, co jest dowodem na skuteczność rządu Mateusza Morawieckiego w efektywnym zarzadzaniu finansami publicznymi. Głównym czynnikiem, który pozwala na tak pozytywną ocenę wzrostu dochodów, jest skuteczne obniżenie luki vatowskiej z poziomu ponad 20% do około 5%.

Rząd stawia na politykę rozwoju

Wydatki budżetowe zostały natomiast zaplanowane na rok 2024 na poziomie około 848 mld zł, co przy dochodach na poziomie około 683 mld zł oznacza deficyt budżetowy sięgający 165 mld zł - wobec planowanych 92 mld zł w roku 2023.

To upoważnia nas do stwierdzenia, że rząd konsekwentnie chce walczyć zarówno z inflacją, jak i ze spowolnieniem gospodarczym. Stawia na politykę rozwoju, a nie politykę oszczędności budżetowych - w tym oszczędności na dochodach zwykłych Polaków.

Co więcej, jako ekonomista uważam, że rząd dostrzega większe korzyści ze zwiększenia wydatków budżetowych na inwestycje i ze zwiększenia wsparcia budżetów Polaków. Chodzi o zaplanowane podwyżki wynagrodzeń w budżetówce o około 12,3%, zapewnienie środków na waloryzację emerytur i to na poziomie znowu kilkunastu procent oraz zapewnienie środków na 13. i 14. emeryturę, które będą wypłacone na już tych wyższych poziomach (czyli podwyższonych minimum o wskaźnik średniorocznej inflacji, która może wynieść około 12%).

A zatem, chcąc zinterpretować owe założenia budżetowe należy podkreślić, że rząd utrzymuje swoją od lat prezentowaną linię zrównoważonego rozwoju, który stara się uzyskać głównie poprzez transfery środków pieniężnych, do tych grup społecznych, które potrzebują podwyżek, a które mogą je uzyskać tylko i wyłącznie w wyniku decyzji administracyjnych.

Akcent na solidaryzm gospodarczy

Co więcej, wydaje się że w tak skonstruowanym budżecie na przyszły rok wyraźnie są akcentowane elementy polityki solidaryzmu gospodarczego, co objawia się w tym, że rząd przede wszystkim chce nadal podnosić wynagrodzenia, emerytury czy też świadczenia rodzinne.

Na świadczenia rodzinne łącznie rząd planuje wydatki na poziomie ponad 135 mld zł i w tym jest przede wszystkim kwota na program 800 plus (ponad 60 mld zł), a także wspomniane kwoty na waloryzację emerytur i na wypłatę 13. i 14.

W duchu odpowiedzialności za najsłabszych oraz w ramach rządowych działań na stworzenie w Polsce silnej klasy średniej należy pozytywnie ocenić zagwarantowanie w budżecie środków na podwyżki płac dla pracowników sfery budżetowej. W połączeniu z planowanym podwyższeniem płacy minimalnej do kwoty około 4300 brutto będzie to także stymulowało rozwój gospodarczy w Polsce poprzez wzrost wydatków konsumpcyjnych, których nam ostatnio brakuje w strukturze wzrostu dynamiki PKB.

Inflacja w trendzie zniżkowym

Wzrost deficytu budżetowego z 92 mld zł w 2023 roku do 165 mld zł w 2024 roku zapewne będzie poddany krytyce przez zwolenników walki z inflacją metodami drastycznych cięć w wydatkach, oszczędnościami budżetowymi czy też zwolenników braku podwyższania wynagrodzeń i świadczeń socjalnych, ale będzie to krytyka chybiona.

Obecnie mamy już wyraźny trend zniżkowy w zakresie wskaźnika inflacji CPI. Ponadto także dane makroekonomiczne z ostatnich dwóch miesięcy wskazują na spowolnienie gospodarcze i tak zaplanowany budżet, z wysokim deficytem, który pozwoli na większe transfery środków finansowych do gospodarstw domowych jest wyrazem konsekwentnej polityki rządu, który uznaje, że przez wzmocnienie finansowe budżetów domowych Polaków najszybciej gospodarka nasza wróci na ścieżkę dużego wzrostu gospodarczego.

Takie podejście do zarządzania finansami publicznymi państwa upoważnia rządzących do zaplanowania na rok 2024 wzrost PKB na poziomie 3%, co jest zgodne z przewidywaniami wielu międzynarodowych instytucji.

Na ten spory, wręcz bym określił, odważny wzrost deficytu budżetowego rząd może sobie pozwolić między innymi dlatego, że w ramach naszego długu publicznego można powiedzieć, że dysponujemy wypracowaną rezerwą.

Przypomnę tylko, że zgodnie z zaleceniami instytucji unijnych deficyt budżetowy nie powinien przekraczać 3% PKB, a zadłużenie nie powinno być wyższe aniżeli 60% PKB. Jednak warto podkreślić, że wiele krajów zachodnich (np. Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia) już od wielu lat nie spełniają tych kryteriów, czyli już w minionych latach ich rządy dla dobra ich obywateli zdecydowały się te progi przekroczyć.

Natomiast u nas, deficyt budżetowy na rok 2024 został zaplanowany na poziomie 4,5%, ale nasze zadłużenie ma owszem wzrosnąć, jednak z obecnego poziomu 48% do 54%. Czyli rząd widząc, że nasze zadłużenie, w ramach którego tylko około 25% tego zadłużenia jest to dług zewnętrzny, skorzystał z możliwości zwiększenia tego wskaźnika.

To pozwoli na czas wychodzenia ze spowolnienia gospodarczego, przywrócić naszą gospodarkę ponownie na ścieżkę wzrostu PKB w okolice 3% w 2024 roku i powrotu do wzrostów ponad 5% - tym samym będziemy mogli kontynuować doganianie gospodarek krajów Europy Zachodniej.

A zatem, budżet na rok 2024 należy ocenić jako realny, dający podstawy do dalszego skutecznego ale też nie szybkiego i nie drastycznymi metodami czynionego (jak np. podwyżka stóp procentowych do poziomu kilkunastu procent, jak to miało miejsce na Węgrzech) - sprowadzania inflacji do celu inflacyjnego, przy jednoczesnym utrzymaniu bardzo niskiego bezrobocia oraz wdrażaniu podwyżek wynagrodzeń i świadczeń w grupach osób najniżej uposażonych.

Wydatki na obronność i ochronę zdrowia

A zatem jest to też budżet, z treści którego przebija się przede wszystkim dbałość jego autorów o bezpieczeństwo ekonomiczne Polaków, które jest możliwe tylko wtedy jeżeli zagwarantowane jest bezpieczeństwo w sensie także militarnym.

A to z kolei wewnątrz tego budżetu, jak widać także zostało uwzględnione, gdyż rząd zaplanował na 2024 rok wydatki na obronność na poziomie ponad 155 mld zł, co stanowić będzie około 4,4% PKB.

Krytycy zapewne będą i ten element podawać w wątpliwość, ale jeżeli miałbym dziś wybierać wydatkowanie 150 mld zł na moje i Polaków bezpieczeństwo w zamian za spełnienie fikcyjnych, teoretycznych wskaźników dotyczących wysokości deficytu i zadłużenia, to w obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych wybór jest prosty i oczywisty. Tym samym decyzje rządu w tym zakresie i plany budżetowe wydatkowania owych 155 mld zł na obronność uznaję jako jedynie słuszne rozwiązanie.

Z analizy wydatków budżetowych planowanych na rok 2024 warto docenić także kwotę około 190 mld zł na ochronę zdrowia Polaków, co także wpisuje się w tendencję sukcesywnego zwiększania tych kwot.

W 2024 te wydatki będą stanowiły około 6,2% łącznych wydatków budżetowych. Ponadto zwiększyć się ma dotacja oświatowa i czekam z niecierpliwością na szczegóły zapowiedzianych większych wydatków na szkolnictwo wyższe - co jest także dobrym kierunkiem dla rozwoju gospodarczego naszego kraju.

Czytaj też: Premier: Za rządów PO bezrobocie osiągnęło 14,4 proc.

Czytaj też: Skiba: Ogromny sukces uszczelnienia podatków

Powiązane tematy

Komentarze