Konflikt w Zatoce - Pekin coraz ważniejszy
Czy Chiny uratują świat przed skokowym wzrostem cen ropy i gazu? To możliwe, jeśli Pekin przekona Teheran do odblokowania Cieśniny Ormuz – głównego szlaku eksportu surowców z Zatoki Perskiej.
Izraelsko-amerykański atak na Iran w weekend i trwające działania oraz odwetowe ataki irańskie wywołały, co oczywiste, natychmiastową reakcję rynków. O ile wzrosty notowań były spodziewane, jak zawsze w sytuacja konfliktowych w tym rejonie świata, to jednak rekordowa podwyżka cen – szczególnie gazu – o już ponad 80 procent w Europie - jest niezwykle niepokojąca, dlatego postawa władz w Pekinie, które mają od lat dobre relacje nie tylko polityczne ale i gospodarcze z Teheranem, ma tak duże znaczenie.
Kluczem do ustabilizowania sytuacji na rynkach jest wznowienie żeglugi przez cieśninę Ormuz, oddzielającą Oman i Iran, przez którą zwykle płynie w świat jedna piąta ropy oraz cały gaz skroplony, produkowany przez Katar. Ruch w cieśninie praktycznie został zatrzymany, a media informują o nawet 150 tankowcach oczekujących na wypłynięcie. Jednie jednostki z bandera irańską i chińską są przepuszczane. Żadnych złudzeń co do tego szlaku nie pozostawili przedstawiciele władz irańskich. Cytowany przez media Ebrahim Jabari, starszy doradca głównodowodzącego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zagroził podpaleniem statków próbujących przedostać się przez Cieśninę i zapewnił, że została zamknięta. Zapowiedział też, że władze nie pozwolą, by „z regionu wydostała się choćby jedna kropla ropy”, a ropa w najbliższych dniach będzie kosztować 200 dolarów za baryłkę.
Dla Chin blokada Cieśniny Ormuz jest trudna do zaakceptowania z wielu powodów. Kraj ten sprowadza ropę z Iranu, a dla Teheranu, objętego od lat sankcjami chińscy odbiorcy (rafinerie) są najważniejsze. Chiny kupują również gaz skroplony z pobliskiego Kataru, a tymczasem z powodu ataków irańskich koncern Qatar Energy wstrzymał produkcję gazu w swoim największym zakładzie. Wizja wysokich cen ropy i szczególnie gazu skroplonego, od którego importu Chiny są uzależnione, jest dla nich nie do przyjęcia. Najnowsze – nieoficjalne - informacje podane przez agencje Bloomberg – o presji Pekinu na otwarcie Cieśniny Ormuz dają cień szansy na wznowienie transportów. Tym bardziej, ze trwa tylko blokada a nie jest ona zaminowana. Światowe media cytują wypowiedź chińskiego ministra spraw zagranicznych w tej kwestii. Wang Yi miał wczoraj przekazać irańskiemu ministrowi spraw zagranicznych Abbasowi Araghchi, że „Chiny uważają, iż w obecnej poważnej i złożonej sytuacji Iran jest w stanie utrzymać stabilność społeczną i zwrócić uwagę na uzasadnione obawy sąsiadujących krajów”.
Zaś rzecznik resortu Mao Ning stwierdził, że „Cieśnina Ormuz i przyległe wody stanowią ważny międzynarodowy szlak handlowy dla towarów i energii”. Jak podaje portal oilprice.com, dodał również, że Chiny wzywają odpowiednie strony do „natychmiastowego zaprzestania działań wojskowych, uniknięcia dalszej eskalacji napiętej sytuacji i zapobieżenia temu, aby regionalny konflikt wyrządził jeszcze większe szkody światowemu wzrostowi gospodarczemu”.
Panika w Europie, gaz coraz droższy
Choć wydaje się mało prawdopodobne, by groźba przedstawiciela Iranu sprawdziła się, to jednak notowania naftowe rosną - choć niezbyt gwałtownie, co świadczy, że rynek wyczekuje na rozwój sytuacji. Wczoraj cena ropy zdrożała na londyńskiej giełdzie o 7 procent, zaś dziś już o blisko 5 proc i Brent wyceniana jest na blisko 82 dolary za baryłkę. Jednocześnie radykalnie wzrosły notowania gazu, szczególnie w Europie. O ile jeszcze w zeszłym tygodniu kosztował około 32 euro za MWh, o tyle wczoraj już 44,5 euro, zaś dziś notowania poszły w górę już o ponad 30 procent – do ponad 57 euro/MWh.
W wielu państwach unijnych każda podwyżka cen gazu odbija się na kosztach energii elektrycznej. Na dodatek magazyny po zimie pustoszeją i wiosną trzeba rozpocząć ich ponowne napełnianie na kolejny sezon grzewczy. Już wielu ekspertów ostrzega, że koszty z tym związane będą znacznie wyższe niż w ostatnich dwóch latach, gdy z powodu ciepłych zim zapasy pozostawały duże znaczące. Zaś obecne - już wiadomo – są o ponad 30 mld m sześc. mniejsze, a to oznacza dodatkowe miliardy dolarów wydatków na ich uzupełnienie czyli import.
Agnieszka Łakoma
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.